Wszystkie wpisy, których autorem jest Anna Kulesz

ŚWIĘTO KAPELUSZA OTWOCK

Otwock rozkwita z każdym dniem. Nigdy nie było tutaj tak ładnie. Parki, skwery, trawniki i moc roślin różnego rodzaju, które rosną  obficie i wypełniają miasto zielenią. Poza tym dzieje się coraz więcej. Przez całe lato trwają weekendowe imprezy muzyczne i rozrywkowe na trzech scenach; w centrum, w parku i pod teatrem. Trudno być wszędzie, ale 12 lipca świętowano Dzień Kapelusza i postanowiłam wziąć udział.

.Ozdobione kapelusze i ubrania stylizowane na lata 20 i 30 XX wieku, przywróciły na chwilę wspomnienie lat świetności tego uzdrowiska. Uczestnicy DNIA KAPELUSZA LETNISKO OTWOCK, spacerowali alejkami kipiącego zielenią, pięknego parku, a słoneczna pogoda sprzyjała sesji zdjęciowej.

. Jednocześnie, na scenie parkowej muszli, odbywały się występy solistów i grup artystycznych.

Na straganach można było nabyć różnego rodzaju rękodzieła.

Potem nagradzane były najciekawsze stroje i kapelusze. Wśród wielu innych nagród, mój kapelusz został wyróżniony I miejscem.

Organizatorem, tego nowego w Otwocku wydarzenia, było Stowarzyszenie TU i TERAZ prowadzone przez panią prezes Barbarę Stocką i panią Hannę Chaciewicz.

Patronat honorowy objął Prezydent Otwocka Jarosław Margielski. Gościem spotkania była Wiceminister Rodziny i Polityki Społecznej, Pełnomocnik Rządu ds. Ekonomii Społecznej – Anita Czerwińska.

Pogoda sprzyjała, humor dopisywał, więc baterie naładowane

PRZETWORY ROZRYWKA NA LATO

Kiedy dzieci były małe i kiedy pracowałam, najważniejszy w lecie był wyjazd na wczasy. Zwykle spędzaliśmy cale wakacje poza domem. Dzieci czekały na morze, ja czekałam na pławienie się w słońcu, co uwielbiałam. Promienie dodawały energii, łagodziły wszystkie napięcia, a opalenizna zachwycała jeszcze do późnej jesieni. Teraz dzieci wyjeżdżają ze swoimi dziećmi, a ja jestem wolna i szukam półcienia, bo pełne słońce trochę męczy. W duże upały chętnie zamykam się w chłodnym mieszkaniu. I tak upływ czasu zmienił nawyki. Teraz rozrywką na letnie miesiące są przetwory. Zawsze je robiłam, ale w wielkim pośpiechu i niewiele. Obecnie mam czas, żeby obserwować NATURĘ, żeby doceniać i zachwycać się polskimi owocami i warzywami, bo tych na moim ulubionym bazarze jest najwięcej. Tak, bazar daje mi tę możliwość. Tylko niewielka część plonów pochodzi z giełdy, a 90% z okolicznych pól i sadów. Z przyjemnością kupuje polski czosnek w odróżnieniu od chińskiego. Używam go do wielu potraw, a z dzieciństwa pozostał mi smak chleba z masłem, solą i posiekanymi ząbkami, kiedy przyplątała się jakaś infekcja.

Każda pora roku to inny asortyment. Kwiatów jest już zdecydowanie mniej, a ich miejsce zajmują piętrzące się warzywa. Kto ma więcej miejsca, albo daleko do bazaru kupuje ziemniaki workami, mnie wystarcza ok. 3 kg na kilka dni. W zależności od tego co planuję z nich zrobić, wybieram takie na zupę, albo sałatkowe. Inne do ugotowania na sypko, albo z dużą zawartością skrobi na placki. Placki ziemniaczane, to ciągle u nas przysmak.

Do wazonu słoneczne słoneczniki i od długiego czasu peonie które rozkwitają jak róże, a są zdecydowanie trwalsze. W zeszłym roku posadziłam w ogrodzie, ale pąki jeszcze się nie zawiązały. może za młode sadzonki.

Muszę czekać jeszcze rok, a na razie rekompensatą są hortensje. Każda rośnie inaczej, ale prawie wszystkie mają kwiaty. To sukces, bo na tej leśnej glebie trudno o dobre efekty.

Truskawki w tym sezonie nie były tanie i już się kończą. Cena popularnej „marmolady” spadła tylko do 13 zł za łubiankę, ale za nowy późny gatunek „Malwinę”, trzeba dać 23 – 25 zł. Jest pachnąca, słodka, co truskawkom rzadko się zdarza i bardzo ciemna. Warta swojej ceny co widać po kupujących, którzy biorą po 6 – 7 łubianek jednorazowo. Popyt kształtuje ceny. Takie prawo handlu.

Ja pozamykałam je w słoikach w czerwcu, a teraz czekam na wiśnie. Właściwie to już są, ale wolę późniejsze. Dwa lata temu ratowały mnie przy Covidzie podczas, którego nie mogłam nic przełknąć z braku apetytu. Wiśnie dały radę 🙂

Bardzo obrodziły czereśnie. Sprzedający zachęcają, ale ja nie jadam czereśni od 30 lat, od kiedy ugotowałam kompot i zastanowił mnie kożuch na powierzchni . Kiedy sprawdziłam przez szkło powiększające, okazało się, że to warstwa robaków, a wybierałam tylko owoce bez dziurek. Do dzisiaj mam ten widok w pamięci. Na stoisku wyglądają bardzo zachęcająco. Sprzedający radzą jeść bez zaglądania do środka :-)))

Za to jagody i kurki kupuję w ciemno,. Tak, teraz kupuję

a jeszcze nie tak dawno zbierali je domownicy. Przez dziesiątki lat obiady niedzielne były grzybowe. Przede wszystkim dzięki teściom, którzy kontynuowali tradycję grzybobrania z Kresów. Tak szybko wszystko mija…

Ogórki zostały mi z zeszłego roku. Chyba nie będę robiła, choć pracy przy nich niewiele, bo zalewam surową wodą z solą kamienną. Nie, nie mamy wody z Wisły. Na szczęście. Jest studnia głębinowa i woda dobrej jakości. Po dwóch latach ogórki są kwaśne, bo ich nie pasteryzuję, ale na zupę doskonałe. Ogórkowa cieszy się ogromnym powodzeniem inne też bardzo lubimy.

Pomidory również kupuję na bazarze z jednego sprawdzonego źródła od dziesiątek lat. Bez pasteryzowania trzymają się wyśmienicie. Mogą stać nawet kilka lat. Dodaję tylko to co konserwuje, czyli czosnek, majeranek, pieprz i sól i trochę oliwy z oliwek. W zimie zupa z nich silnie pachnie latem, a dodany mrożony koper też utrzymuje swój aromat. I jak tu nie lubić zup… Jest tam cała skarbnica witamin z reszty warzyw, których dodaję bardzo dużo.

ZAKOPIAŃSKI BIAŁY MIŚ

Biały Miś z Zakopanego ma już sto lat. Byłam tam kilka razy, ale o wspólnym zdjęciu nigdy nie pomyślałam. Jednak w moim archiwum rodzinnym znalazło się zdjęcie Misia sprzed siedemdziesięciu lat. Wykonane w maju 1951 roku, okazuje się dzisiaj cenną pamiątką, bo jubileusz mocno nagłośniony, a Miś uznany symbolem Zakopanego. Będzie też wydany album z ponad tysiącem zdjęć.

fot. archiwum rodzinne A. Kulesz