
Nie sięgam po książki, które mówią o tym, co jest oczywiste. Szkoda mi czasu na czytanie co sobie kto myje pod prysznicem, czy jak mucha leci do lepu i jak na nim kończy życie. To dla akcji nie ma żadnego znaczenia, a niepotrzebnie odwraca uwagę od sedna. Rozpisywanie wszystkich czynności ze szczegółami, potrzebne jest do scenariusza filmowego, żeby aktor wiedział jak zagrać. W powieściach, opowiadaniach takie fragmenty w ogóle pomijam. Gdyby nie to, że będziemy omawiać tę książkę w Klubie Dyskusyjnym, to wcale bym jej nie czytała. Opisy krwawych scen, wulgarne i niecenzuralne słowa, to nie jest lektura dla mnie. Dobrnęłam do strony 367 z 470 i prawie setkę sobie darowałam. Prawie, bo dwadzieścia ostatnich przeczytałam, żeby wiedzieć jak się ta historia zakończyła. Szczegółowa instrukcja jak zaciukać dziewczynkę nożem, podana jak na dłoni. To właśnie takie filmiki podobno mają duże powodzenie na YT i pozwalają nieźle zarobić twórcom. Brawo, brawo, bardzo wychowawczo.
Gdyby była napisana bez użycia słów, które mi przeszkadzają, to może byłoby interesująco, bo temat dorastania, wchodzenia w życie młodych ludzi, ich rozterki, pierwsza miłość, zazdrość, porównanie życia w mieście do życia na wsi, to ciekawe sprawy. Wiem, wiem… słownictwo zachowane, żeby pokazać opisywane środowisko. W porządku, więc można zrobić to oszczędnie. Czytelnikowi to wystarczy, żeby wyobrazić sobie klimat, ale natłok tego, na pewno zniechęci wielu do przeczytania.
Zgadzam się całkowicie. Opisy brutalnych scen w książkach obniżają poziom wrażliwości i w dłuższym okresie prowadzą do brutalizacji zachowań społecznych. Zmiany widać w doniesieniach prasowych – mnożą się akty agresji wobec obcych, niewinnych ludzi. Nie współpracuję z wydawnictwami, dla nich zysk jest zawsze na pierwszym miejscu, a to prowadzi do ludzkich krzywd. Nobilitują brutalną i cyniczną literaturę pomimo faktu, że to uderza w społeczeństwo, w świat ludzi młodych, którym potrzebne są dobre wzorce zachowań.
Dokładnie tak jest. Kultura schodzi na psy i nie tylko w publikacjach, ale w codziennym życiu, w polityce, w teatrach, w traktowaniu siebie wzajemnie. Trwa wyścig ze wszystkim i o wszystko. A najbardziej o władzę, pieniądze i dominacje. Decyduje chamstwo, przemoc, kłamstwo. Szanuję miejsca, gdzie zachowała się jeszcze kultura, gdzie spotykają się ludzie wrażliwi, serdeczni, gdzie rozmawia się, a nie wrzeszczy, gdzie każdy może powiedzieć swoje zdanie, a inni starają się zrozumieć dlaczego tak uważa. No może tylko polityka jest nie do opanowania i podnosi wszystkim niebezpiecznie ciśnienie, ale dobrym sposobem jest powstrzymanie się od takich rozmów. Choćby z tego powodu, że nikt nie ma dokładnej wiedzy. Dyskusja na jakikolwiek temat jest wtedy sensowna, kiedy rozmówcy mają pojęcie o czym mówią. A wracając do młodych, to też tak myślę. Nie ich wina, że są właśnie tacy, to my daliśmy im taki wzorzec. W rodzinach normalnych młodzi są wspaniali.