ANNA KULESZ PIOSENKI

Tak, jestem bardzo szczęśliwa, bo płytka w garści, „lepszy wróbel w garści…”. Doczekałam się, spełniłam swoją kolejną fantazję, bo kiedy coś przyjdzie mi do głowy,  to odczuwam to, jako wewnętrzny zapalnik  i chęć realizacji jest tak duża, że  zaczynają działać szczęśliwe przypadki. Do nich zaliczam nieoczekiwaną znajomość z Markiem Sawą, która zaowocowała nagraniami. Przemyślanymi i wspólnymi decyzjami, bo muzyka jest dla mnie równie ważna jak słowo i nie powinna być przypadkowa.  Ustaliliśmy gatunek podkładu, instrumenty, głos. Mam szczególny sentyment do skrzypiec na których kiedyś uczyłam się grać. Przeprowadzka do innego miasta przerwała naukę, czego dzisiaj bardzo żałuję. Ale nie czas teraz na smutki. Nic to nie da.

WIERSZE W OPRAWIE MUZYCZNEJ

„Gdzie słyszysz śpiew – tam wchodź, Tam dobre serca mają. Źli ludzie – wierzaj mi – Ci nigdy nie śpiewają.” Johann Wolfgang von Goethe.

Często tak myślę, a szczególnie w chwilach, kiedy ktoś stwierdza, że nie powinno się oprawiać muzycznie wierszy, bo to jest obniżanie wartości poezji. Nie wiem czym się kieruje ktoś, kto tak twierdzi. Swoją nieomylnością, swoją wyższością… Tyle jest pięknych piosenek z tekstami bardzo dobrych poetów (i mniej dobrych, też) i nikt nie robi z tego problemu.

Ja kocham muzykę. Od dziecka ciągle śpiewałam, a teraz wpadłam na pomysł, żeby część swoich wierszy oprawić muzycznie. Wspominałam o tym w poprzednich wpisach i sprawa się realizuje. Okładka poszła do druku i środek będzie taki.

Czekam niecierpliwie.

DLACZEGO NIE PISZĘ

często słyszę to pytanie, bo jest grupa osób, która systematycznie czyta mój blog, ale sytuacja w kraju jest tak trudna i niepewna, że nie mam ochoty na pisanie. Moje myśli zajmują ważne sprawy, bardzo dokładnie obserwuję to co dzieje się wokół. Poza tym niepokoją usługi medyczne, które sięgnęły dna. Bardzo ważną wizytę lekarską przesunięto mi o pół roku, czyli muszę czekać teraz 2 lata. DWA LATA. Nie, nie „zadzwonił do mnie lekarz z pytaniem o zdrowie”, jak obiecywano, ale pielęgniarka, która z poczuciem winy poinformowała, że wszystkie wizyty przesuwają o pół roku. Starałam się zdjąć z niej ciężar tej wiadomości, bo glos miała raczej smutny. Kilka lat temu zrobiło się jakoś lepiej, wprowadzono system komputerowy, zniknęła nerwowość i kolejki do rejestracji i do głowy mi nie przyszło, że za moment będzie aż tak źle. Składki zdrowotne nie są małe, a problem coraz większy. Moja sprawa jest bardzo ważna, ale ogrom ludzi ma jeszcze poważniejsze problemy ze zdrowiem i są zrozpaczeni. Inny, znany lekarz specjalista (świadomie pomijam nazwisko), zapisał mi nowy lek, którego działanie powinno się monitorować na początku przyjmowania, a pierwszy wolny termin do niego jest za 1,5 roku. KPINA! KPINA z ludzi, pacjentów, leczenia. Oczywiście, do tych mniej uznanych lekarzy jest krótsza kolejka, choć niewiele, ale ja leczę się właśnie u tego.

Mam świadomość, że te wszystkie trudności, to tylko ułamek jakiejś wielkiej gry, której kolejnym celem jest zniszczenie opieki zdrowotnej.

Spory czas temu mądry kolega wieszczył upadek tego co polskie, cytując słowa, że „polskość to nienormalność”, ale ja byłam oburzona, że opowiada jakieś bzdury. Dzisiaj wiem, że miał rację. Nie wizjoner. On po prostu wiedział wtedy więcej. Dlatego powinniśmy być świadomi tego co się wokół dzieje, a nie da się inaczej jak tylko korzystać ze wszystkich dostępnych źródeł informacji, a nie trwać przy jednym, bo wszędzie jest manipulacja. Tylko porównywanie i myślenie pomaga spojrzeć bardziej obiektywnie.

SNY MALOWANE czyli mój sposób na (do)życie