BRONISŁAWA BETLEJ – Smak czarnego chleba

To kolejna książka na czas, kiedy mam mniej zajęć i druga, którą czytam jednocześnie z poprzednią. Tak robiłam zawsze, kiedy nie porywała mnie aktualnie czytana, czyli dokładałam następne. Tę mam od początku pandemii. Dostałam ją od osoby wysportowanej, aktywnej, która przegrała walkę z Covidem. Było to ogromne zaskoczenie dla wszystkich znajomych i we wszystkich wzbudza do dzisiaj ogromny żal i smutek.

Książka ma ponad 600 stron i jest napisana bez kropek i przecinków, czasami z użyciem myślników, ale nie stanowi to absolutnie żadnej trudności w czytaniu, jak ktoś mi zasugerował. Przeciwnie, czyta się ją bardzo lekko z dużym zainteresowaniem, bo to autentyczna kronika życia tej poetki. Jest tu wszystko od dzieciństwa po wiek bardzo dojrzały. Bronisława Betlej zmarła w wieku 89 lat, a książka powstała właśnie pod koniec życia.

Historia, miłość, wielkie i małe wydarzenia w których poetka brała udział. Odznaczana literackimi wyróżnieniami, a także odznaczeniami jako żołnierz AK w stopniu porucznika.

DMUCHAWCE LATAWCE WIATR

Kolejne rewelacyjne zdjęcie Wojtka Drzyżdżyka.

To “Owoc sałatnika leśnego (Mycelis muralis) wygląda jak dron z pięcioma śmigłami. Wkrótce każde z nasion odleci niesione swoim własnym “śmigłem” z napędem wiatrowym.” Tak napisał na FB autor kolejnego niezwykłego zdjęcia, a mnie te delikatne piórka przypomniały nieco bujniejsze, ale identyczne, nasiona dmuchawca, które zaistniały w moim wierszu. Choć roslinka Mycelis muralis rożni się od popularnego mniszka lekarskiego, to w efekcie przekwitania nasionka mają takie same “smigła”.

fot. W. Drzyżdżyk

dmuchawce latawce wiatr
Anna Kulesz

pamiętała letnie spacery
pachnące ziołami i trawą
i tę dróżkę przez łąki
gdzie mniszek się puszył
dojrzałością owoców

w rozetach liści smukłe łodygi
zwieńczone białymi kulami
stały na baczność jak lampiony
w ozdobnych uchwytach

najeżone dmuchawce
gubiły piórka z nasionami
które porywał wiatr
zawieszał na krzewach
albo unosił jak latawce
w odległe strony

wspomnienia straciły ostrość
trawy zarosły ścieżkę niewypowiedzianych emocji
i ciepła splecionych dłoni
a dmuchawce pojawiają się jak wtedy

FOSFORESCENCJA – JULIA BAIRD

Po imieninach książek znowu przybyło. Nowe, więc budzą ciekawość. Jest słonecznie i w miarę spokojnie, więc wybieram tę, która może być trudna. W podtytule “…mroczne chwile…, więc nie będzie wesoło, ale książki tak jak życie, opowiadają o wszystkim. Przeczytałam kilka zdań z początku, kilka ze środka, co robię zawsze przy wyborze lektury. Okładka mnie nie interesuje. Może jej w ogóle nie być, choć niektórzy tym własnie się kierują.

Jest prawie czwarta. Latarnie jeszcze nie pogasły. Lubię wstawać rano o wschodzie słońca, albo tuż przed. Zanim w domu zacznie się ruch, mogę zagłębić się w czytaniu… ciekawość rozpiera.

SNY MALOWANE czyli mój sposób na (do)życie