MLEKO JAK ELIKSIR

Mleko jest moim codziennym  podstawowym napojem od prawie wieku. Nie potrafię bez niego funkcjonować, więc kiedy lekarze sugerowali odstawienie go ze względu na przypuszczalną nietolerancję przez żołądek, byłam bardzo nieszczęśliwa, ale podejrzewałam, że to nie mleko mi szkodzi a wszystkie w nim dodatki. Próbowałam  pić to bez laktozy, ale i tak musiałam bardzo ograniczyć ilość. Przypadek sprawił, jak zawsze w moim życiu, że dowiedziałam się o mleku takim jakie najbardziej sobie cenię, czyli „prosto od krowy”. No może nie jest tak dosłownie w tym przypadku,  ale jest mu bardzo do niego  blisko. Postanowiłam spróbować i jestem zachwycona. Tolerancja przez żołądek i skórę jest doskonała. Produkowane jest bez barwników i konserwantów przez rodzinne gospodarstwo rolne Agnieszki Piętki w gminie Osieck . Odnalazłam miejsce gdzie sprzedawane jest w mojej miejscowości. Jest tam nie tylko mleko ale i jogurty z warstwą przetworów owocowych , śmietana i ogromny wybór serów, a ceny nie z sufitu.

Znowu mogę raczyć podniebienie tym  na czym bazuję od urodzenia.

Dobre mleko sprawia, że nawet sama robię sobie z niego przepyszny delikatny twarożek (to minuta roboty) z gwarancją, że  nie ma w nim dodatków , które mi szkodzą. Nastawiam też na zsiadłe, które świetnie harmonizuje z ziemniakami masłem i ogromną ilością pachnącego kopru, który mrożę na zimę.  Dzieciom i wnukom polecam gotowy Jogurt Zagrodowy.

 

Z mlekiem mam dużo wspomnień. Przede wszystkim ilekroć na nie spojrzę, to powracają wspomnienia związane ze szczęśliwym dzieciństwem . Dla mojego taty mleko było podstawą. Zawsze mieszkałam w mieście, ale każdy wyjazd z rodzicami na wieś  był okazją do  picia ciepłego jeszcze mleka prosto od krowy. Zresztą takie miejsca wybierali, bo dawno temu uważano , że mleko jest podstawą zdrowia. I chyba jest, bo kości mam jak granit.

Okazję do picia dobrego mleka miałam  też przez dwadzieścia lat wyjeżdżając z moimi dziećmi nad morze. Wynajmowaliśmy pokój na dwa miesiące ze względu na zalecany dzieciom klimat. Codziennie brałam 3 litry z porannego udoju. Tamto mleko nie wpływało na tuszę mimo, że było pełnotłuste.

Teraz delektuję się  nowo odkrytym  Mlekiem  Zagrodowym.

 

 

RODZINNA SAGA

Lubię stare zdjęcia rodzinne, lubię opowieści które przekazuje sobie rodzina podczas  okazjonalnych spotkań. Sporo z tych historii  z różnych powodów, umknęło bezpowrotnie. Żeby zatrzymać choć cząstkę wspomnień, postanowiłam utworzyć Sagę Rodzinną. Powstało szesnaście albumów po sto stron każdy ze zdjęciami, dokumentami, listami i moimi wspomnieniami. Kartki zdobione złotymi ornamentami i roślinnymi motywami. To była cudowna zabawa, która pozwalała całkiem zapomnieć o codziennych kłopotach. Właściwie jeszcze ciągle trwa, bo każda kronika zawsze otwarta jest w połowie…

Udało mi się zebrać trochę informacji i odtworzyć pięć pokoleń. z linii mojego taty. Drzewo genealogiczne jest bardzo rozbudowane, bo moi dziadkowie mieli jedenaścioro dzieci. Po śmierci pierwszej żony z którą dziadek  miał sześcioro potomstwa, ożenił się ponownie w wieku pięćdziesięciu sześciu lat, z młodszą od siebie o lat dwadzieścia, moją babcią. Z tego związku urodziło się jeszcze pięcioro dzieci, a wśród nich mój tata. Na zdjęciu jest tylko dwoje  z tego drugiego związku, a zdjęcie jest z roku (przypuszczalnie) 1848.

zdjęcie z prywatnego archiwum Anny Kulesz

Następna fotografia to rok 1948. Wykonana sto lat później upamiętnia dorosłe wnuki mich dziadków  (pow. zdjęcie). Ja się wtedy jeszcze nie urodziłam i dziadków swoich nie zdążyłam już poznać. Mogę tylko zapalić znicz na płycie dużego rodzinnego grobowca w miejscowości w której urodził się mój tata.

fot. prywatne archiwum rodzinne

W moich albumach widać jak zmieniała się moda, dokumenty, oprawa uroczystości, a nawet język. Wplatam też bardzo krótkie komentarze na tematy społeczne, polityczne i religijne widziane z pozycji zwykłego człowieka. Jest to moja własna ocena, odczucia niemanipulowane niczym i przez nikogo. Świat taki jakim ja go widzę.

SNY MALOWANE czyli mój sposób na (do)życie