
Wylatujemy z lotniska w Modlinie. . Nie często odbywam podróż samolotem. Ostatni raz kilka lat temu do Gruzji. Z dzieciństwa nie mam miłych wspomnień , ale teraz nie było żadnych sensacji, dopóki samolot nie wzbił się gwałtownie bardzo wysoko, omijając turbulencje. Ból uszu nie do wytrzymania. Na szczęście trwało to tylko z 10 minut, chociaż dla mnie raczej ,aż 10 minut.

Zostawiamy za sobą jesienny październikowy chłód. Chyba niepotrzebnie zabrałam kilka ciepłych ubrań. Grzeją nas emocje, a w Albanii jeszcze lato. Bardzo chciałam zobaczyć kraj, w którym rosną palmy, a pomarańcze, granaty i banany dojrzewają w słońcu na drzewach. Bo smak i zapach takich owoców jest zupełnie inny, niż tych , które kupujemy w naszych sklepach. Dojrzewające w transporcie bez słońca, nie mają słodyczy i aromatu. Doświadczyłam takiej różnicy w czasach PRL, kiedy rozkoszowałam się soczystymi brzoskwiniami w Bułgarii. Sok spływał po dłoniach.

Jednak październik w Albanii, to nie czas na zbiory. Robi się to dopiero w miesiącach zimowych. Na oliwki też za wcześnie, ale zachwycać się można ciągle drzewami oliwnymi, które uważane są tam za bogactwo narodowe. W tym małym kraju, porównywalnym powierzchnią do województwa wielkopolskiego, jest ich podobno ponad półtora miliona z czego najstarsze mają trzy, a nawet prawie cztery tysiące lat. Ciągle też sadzi się nowe.

Drzewa oliwne rosną wzdłuż ulic, na stokach i wszędzie tam, gdzie jeszcze ich nie wycięto.

Trudno sobie wyobrazić ile mają w sobie informacji, których nie sposób wydobyć. Patrzyłam na nie z szacunkiem i tkliwością, dotykałam ich poskręcanej mocnej kory. Chropowata, głęboko spękana, szorstka, jakby cała była opowieścią. Tajemnicą i historią. Mimo, że widziałam gaje oliwne dawno temu we Włoszech, to ciągle są dla mnie świętością.

.Niestety, świat pędzi dzisiaj w kierunku zysków, bogactwa z którymi Natura przegrywa. Albania wygląda jak wielki plac budowy. Maszyny wgryzają się w skały, wycina się drzewa, niszczy przyrodę i buduje, buduje… budynek przy budynku. Obserwując w czasie pobytu tempo pracy, wykorzystywanie bardzo dobrych surowców i zapewne nowoczesnych technologii myślę, że za dwa , trzy lata będzie to bardzo droga, ekskluzywna Riwiera Jońska. Na biedzie powstaje coś bardzo okazałego.

Powstają luksusowe hotele i pensjonaty. Jest pięknie; szkło marmury. Inwestują nie tylko Albańczycy, ale wchodzi tam też dość agresywnie kapitał zagraniczny. Czy wszyscy się z tego cieszą? Zapewne nie.

Doskonałe są też drogi, nawet te górskie serpentyny pnące się do niemal 1700 m n.p.m. cudowne uczucie, kiedy ma się świadomość, że to prawie wierzchołek góry.


