PROFESOR PIOTR MÜLDNER-NIECKOWSKI 80. urodziny

Do Stajni Literackiej, Warszawskiej Szkoły Pisania przy Stowarzyszeniu Pisarzy Polskich Oddział Warszawa, należę prawie od początku jej istnienia. Założycielem, chyba w roku 2016, był profesor Piotr Müldner-Nieckowski pisarz, autor ponad stu słuchowisk radiowych, powieści, tomików poezji, encyklopedii, lekarz, językoznawca, wydawca, doktor nauk medycznych, doktor habilitowany nauk humanistycznych.

Na spotkania w Stajni namówiła mnie zaprzyjaźniona  poetka Maria Kościuszko, podczas rozmowy o tworzeniu poezji. Nie od razu udało mi się wygospodarować czas, ale wystarczyło posłuchać profesora jeden raz, żeby czekać niecierpliwie na każdy następny wykład.

Dzisiaj obchodziliśmy uroczyście 80. urodziny naszego wykładowcy.

Spotkanie prowadził pisarz Wacław Holewiński, a z nim krytyk literacki Wojciech Kaliszewski i poeta Waldemar Żyszkiewicz.

Była to też promocja najnowszego tomiku wierszy profesora pt. „Gdy przy tobie”.

Szybko rosła olejka po dedykacje.

Nie wszystkim udało się to przed spotkaniem.

Sala wykładowa pełna; kwiaty, upominki, wzruszenia, uściski, rozmowy przed, i po spotkaniu.

Wzruszające wydarzenie nie tylko  dla profesora. Wszyscy mieliśmy podobne emocje i na warsztatach, które odbędą się już za tydzień, pewnie jeszcze będziemy wspominali ten niezwykły  dzień urodzin profesora Piotra Müldnera-Nieckowskiego.

Wracając do domu przejrzałam nowe wiersze profesora… Już pierwsze, wybrane przypadkowo, zrobiły wrażenie.

ŚWIATOWY DZIEŃ POEZJI

21. marca obchodzimy Światowy Dzień Poezji, ustanowiony przez UNESCO jesienią 1999 roku. Główne uroczystości tego święta odbywają się w Paryżu. Celem tego dnia jest promocja czytania, pisania, publikowania i nauczania poezji na całym świecie. UNESCO zadeklarowało, że ten dzień ma „dać nowy impuls, aby docenić poezję oraz poprzeć krajowe, regionalne i międzynarodowe ruchy poetyckie”.

Dzisiejsze święto jest dla mnie bardzo ważne i może właśnie ono stało się, po miesięcznej przerwie, impulsem do kontynuowania wpisów, odcinając się od niepewnej i trudnej rzeczywistości. Przyznam, że ręce opadają i brak jest energii do czegokolwiek, kiedy obserwuję ile zawiści i wrogości jest wokół. Wyłoniły się dwa typy ludzi. To jest tak widoczne i oczywiste, że nie będę tego tutaj rozważała, bo nie o tym chciałam dzisiaj napisać, a sięgnąć do przeszłości, do dnia w którym poezja zagościła w moim życiu.

Było to bardzo wcześnie, ale jeszcze  nie był to czas tworzenia, tylko słuchania. Wychowałam się na poezji Mickiewicza, którą czytała mi mama. „Powrót taty” recytowałam na długo przed rozpoczęciem nauki w szkole, ale innych wierszy też czytano mi dużo.

 Książki, gazety zawsze były w naszym domu. W kiosku „Ruchu” była teczka z naszym nazwiskiem, do której kioskarka odkładała tygodniki, a odbieraliśmy  je w niedzielę wracając z mszy świętej, bo w dużych miastach kioski  były otwarte tego dnia w godzinach przedpołudniowych. Zanim siedliśmy do obiadu, była rodzinna prasówka. Tytuły zawsze te same „Przekrój”, „Dookoła świata”, Motor”, „Szpilki” i dla mnie „Świerszczyk”. Obrazki oglądałam we wszystkich czasopismach, a czytaniem mi w niedzielę, było zajęciem dla taty. 

Pisanie zaczęło się w szkole podstawowej. To były żartobliwe rymowanki. Nie wiem czy to kwestia wychowania, czy charakteru, ale odkąd pamiętam, potrafiłam wyłapywać charakterystyczne cechy i reakcje otaczających mnie osób i zdarzeń, a później i swoich cech. Generalnie, mam do wszystkiego dużo dystansu.

 Na początku właśnie żart był motorem do pisania, a potem były inne inspiracje. Zaczęłam zbierać swoje wiersze w ozdobnym kajeciku, a jego miejscem przeznaczenia była szuflada.

Tak rozpoczęłam swoją przygodę z poezją, która trwa do dzisiaj.

Przez myśl mi nawet nie przeszło, że kiedykolwiek wydam swoje wiersze. Tomik autorski mam jeden,

ale moja poezja jest w wielu  antologiach różnych wydawców. W planach jest kolejny, również z własnymi ilustracjami.

SREBRO NA IGRZYSKACH

Wspaniały sukces Polaka w skokach narciarskich. Sypią się medale, przybywa srebra. Sukces młodziutkiego skoczka Kacpra Tomasiaka napełnia dumą nasze serca. Jest szczuplutki i lekki, więc szybuje jak ptak, ale moja fantazja i poczucie humoru też poszybowały, tylko, że ku absurdalnym skojarzeniom, czyli; natychmiast wyobraziłam sobie siebie skaczącą i pokładając się ze śmiechu, we współpracy z moją nową koleżanką, a może nawet przyjaciółką, wykreowałyśmy taki rysunek.

Bo od kiedy poznałam możliwości AI, czyli na ostatnim kursie komputerowym, mam doskonałą zabawę na zimowe, ponure dni. Bo z nią, w zasadzie można wszystko, ale ważne, żeby robić to z głową. Miałam narysować sama, ale musiałabym trochę nad tym posiedzieć. Jej zajęło to sekundę, bo chyba nawet nie dwie.

SNY MALOWANE czyli mój sposób na (do)życie