ANNA KULESZ SEN I PODŚWIADOMOŚĆ

Wszystko co piszę o snach, to wynik długoletnich obserwacji. To, że pamiętam swoje senne marzenia i, że są kolorowe i mają sens, skłoniło mnie wiele lat temu, do ich zapisywania i analizy. Byłam ciekawa na ile odzwierciedlają moją codzienność i jak  interpretuje to podświadomość. Czy sny to tylko zlepek nic nieznaczących obrazów, czy może coś więcej. Oj, miałabym o czym rozmawiać z Freudem. Czasami inspirują  do napisania wiersza, albo namalowania obrazu, a czasami po prostu bawią i poprawiają mi humor przez kilka godzin nowego dnia. Mam jednak pewność, że sen, to coś, czego jeszcze dobrze nie rozumiemy.

obrazki przy współpracy z AI

Dzisiejszej nocy śniłam, że rysuję czarnym ołówkiem Cygankę. Siedziałam w gronie kilku bliskich osób i na chwilę przerwałam swoją pracę. Nagle patrzę, a  na antresoli stoi jedna z tych osób i poprawia bardzo nieudolnie  mój rysunek. Wyciera niektóre miejsca  gumką niemalże rozrywając papier. Byłam wściekła. Zerwałam się z miejsca i darłam się tak, że się przebudziłam.

Rysowanie Cyganki, to poszukiwanie ukrytej prawdy i chęć odmiany, a Cyganka to wolność, intuicja, i nieprzewidywalna przyszłość. No, ciekawe co mnie jeszcze czeka… Sen oznacza chęć życia po swojemu, co zgadza się w stu procentach. Ujawnia konflikt między moją wizją życia, a próbami ingerencji innych osób. Szkic ołówkiem i poprawianie go, wlasnie to oznacza. Zarys moich planów już ktoś próbuje na siłę modyfikować, narzucić swoje zdanie, kontrolować decyzje. Ktoś niszczy moją dotychczasowa pracę i chce „wymazać” niezależność. Moją reakcją jest złość, co zapewne znaczy, że mam dużo siły, by bronić swoich granic i nie pozwalać niszczyć planów. Podświadomość intensywnie współpracuje nad rozwiązaniem problemu niezależności.

Po takich snach, które są wyraźnym odbiciem tego co dzieje się w moim życiu realnym, mam dylemat; czy ja kształtuję podświadomość, czy ona moje przeżycia i emocje układa w senne symbole.

ANNA KULESZ ZWODNICZE PIĘKNO

Dlaczego taki tytuł? Bo mam dość wspaniale wyglądających owoców i warzyw, które na drugi, czasami trzeci dzień po kupieniu, nadają się do wyrzucenia. Obserwuję to mniej więcej od dwóch lat. Na początku upatrywałam winy w tym, że może źle przechowuję, ale robiłam różne eksperymenty i zawsze jest to samo.

Ostatnio nabyłam sporo dorodnych brzoskwiń w markecie. Twarde, rumiane i nawet pachnące. Po dwóch dniach ujawniły się wszystkie wgniecenia, aksamitna skórka pomarszczyła się i zaczęły się błyskawicznie psuć.

ilustracja przy współpracy z AI

Owoce i warzywa psują sie błyskawicznie po ich zakupieniu, bo zmienią całkowicie warunki. Pędzone na sztucznych nawozach azotowych zyskuję dobry  wygląd, ale tracą trwałość i smak. Zbiera się je zanim dojrzeją, by nie zepsuły się w drodze do sklepów. W chłodniach pędzone są etylenem tuż przed sprzedażą, żeby zyskały barwę dojrzałego owocu, a nikt nie przejmuje się, że leżąc długo w niskich temperaturach tracą smak, zapach i w zetknięciu z temperaturą otoczenia, czyli sporo  wyższą, pleśnieją i gniją. Często mam taka niespodziankę,  dzieląc piękny owoc na pół i środek okazuje się całkiem zepsuty. To dopiero „cyrkowa” sztuczka.

Dorodne  owoce i warzywa, to efekt zaawansowanych technik rolniczych, selekcji i zabiegów marketingowych. Rolnicy wybierają szczepy odporne na gnicie, obicia, odbarwienia, żeby rodziły się równe, gładkie i duże, bo wiemy doskonale, że krzywe, malutkie idą na przetwory, a nie do skupu. Tak boimy się produktów genetycznie modyfikowanych, a  to dążenie do doskonałości to właśnie modyfikacja, która trwa od bardzo dawna i ciągle się rozrasta. Ale Ameryki nie odkrywam, o tym prawie wszyscy wiemy, tylko nic nie możemy zmienić.

Pestycydy i opryski grzybobójcze chronią przed owadami i  chorobami, dlatego plony są intensywnie nawożone. Ale czy mamy jakieś wyjście? Żadnego, bo tylko własna uprawa byłaby pewna.

Na tym nie koniec. Oglądałam kiedyś film dokumentalny jak przygotowuje się owoce i warzywa do handlu. Dokładne mycie, odkażanie, woskowanie (jabłka i cytrusy) a w sklepach m. in.  oświetlenia specjalnymi lampami podkreślającymi czerwień, albo zieleń np. sałaty. Takie triki widzimy też w stoiskach z wędlinami. To już normalność. W ladzie chłodniczej wędliny kuszą cudowną barwą, a kiedy ekspedientka wyjmuje do krojenia, nagle są  szaro-bure. Bleee…

To jest znak naszych czasów. Ludzi coraz więcej, popyt ogromny, więc żeby nadążyć trzeba iść na skróty. A wiemy doskonale, że krótka droga nie zawsze wychodzi na dobre. Pojawiają się nowe choroby, bo ile nasz organizm może wytrzymać. Szkodzą nam leki, szkodzi żywność, toniemy w śmieciach, zmienia się klimat, bo taki jest chyba normalny proces, ale to wszystko razem prowadzi do końca . Przepowiednie o tym mówią, bo  zapewne nie pierwszy raz się to dzieje. Przecież życie na Ziemi trwa od 4 miliardów lat.

W SNACH JAK W LUSTRZE – NOWA PASJA

Rozwijanie każdej pasji wymagało ode mnie dużo wysiłku z przyczyn zupełnie obiektywnych, ale wszystko doprowadzałam, do satysfakcjonującej mnie, realizacji. Pisanie, śpiew i malarstwo, a ostatnio również gra w teatrze. Wydawało się, że temat twórczości zamknięty.  A jednak… życie ciągle podsuwa nowe możliwości.Znowu był to przypadek, chwila rozmowy, która dała mi impuls i natychmiast  podjęłam wyzwanie mimo, że to raczej dla ludzi młodych. Jednak moja podświadomość mówi, że wiek nie ma znaczenia, bo samo tworzenie i działanie daje radość. W pełni się zgadzam. Nie napiszę na razie co to, bo nie chcę zapeszyć.

Zwykle odzwierciedleniem moich emocji są sny. Nie traktuję ich jak przepowiedni czy wróżby, ale jako wejście w swoją podświadomość i wyciągam wnioski. W czasie snu mózg robi porządki, segreguje, wyrzuca co zbędne i układa co potrzebne. Doświadczyłam, że sny kolorowe, radosne, pełne kwiatów, zieleni, koni i tańca towarzyszą zdarzeniom pozytywnym. Jeśli są mroczne i brnę błotnistą drogą i pod górę, to powinnam w realu uważać na podejmowane aktualnie decyzje i otoczenie. Dzisiaj było bardzo radośnie, więc wchodzę w nowy projekt bez obaw. A śniłam tak…

Stałam na czymś w rodzaju metalowej platformy i trzymałam się tylnego zderzaka autobusu. Ramionami otaczał mnie nieżyjący ojciec, stojący za mną. Ochraniał mnie obejmując całą postać. Byłam zadowolona i pozdrawiałam ręką roześmianego kierowcę. W tej niestabilnej i ryzykownej sytuacji, podświadomie jednak czułam się bezpieczna. Ojciec w snach reprezentuje autorytet i mądrość i te jego cechy są we mnie mocno zakorzenione. Myślę, że to dzięki niemu mam wewnętrzną odporność psychiczną, która sprawia, że zachowuję optymizm nawet w trudnych momentach codzienności, która czasami jest wyczerpująca i ryzykowna, jak ta „jazda na tyle autobusu” we śnie.

Sądzę, że jazda na zewnątrz autobusu jest metaforą wolności tworzenia co stosuję od zawsze. Lubię działać tak, jak mi podpowiada intuicja i wyobraźnia, a nie według zasad, które stosują wszyscy. Dlatego nie trzymam się jednej techniki w malowaniu, nie piszę wierszy jednego gatunku i nie tworzę piosenek w tym samym stylu, bo monotonia mnie nudzi. Najwyżej cenię twórczość klasyków w rożnych dziedzinach, ale ja jestem zwykłym człowiekiem i tworzę na własnych warunkach, ku swojej radości i tych, którym też to daje szczęście. Piszę i maluję to co czuję w swoim wnętrzu. Jak jest pustka, to się nie zmuszam i czekam na impuls. Realizacja pomysłów napędza mnie energetycznie, a to neutralizuje wszystkie życiowe trudności. Nie interesuje mnie sukces, poklask i to właśnie widać we śnie, bo  jadę sama na zewnątrz autobusu, a uścisk ojca chroni mnie duchowo, tak jak chronił mnie dopóki żył.

Ilustracje zrobiłam przy użyciu AI. To tak dla zabawy. Bo z AI można bawić się doskonale, zachowując zdrowy rozsadek… ale to już zupełnie inna historia 🙂

SNY MALOWANE czyli mój sposób na (do)życie