ROZTOCZE WYCIECZKA

trudno wybrać kilka zdjęć z moich czterystu, które pokazałyby przekrojowo piękno Lubelskiego Roztocza i bogaty program wycieczki.

Czystego powietrza, spokoju i świeżości nie da się utrwalić na zdjęciach, ale czar i piękno jakim obdarowała nas i ukoiła wiosna ujęłam w kilku kadrach.

Mieliśmy znakomitą przewodniczkę, która dzieliła się swoją bogatą wiedzą historyczną, nie tylko o Roztoczu. Opowiadała ciekawie i z humorem, ale w miejscach zagłady jak Rotunda Zamojska czy Bełżec, był czas głębokiej zadumy i wzruszenia. Mimo, że znany temat, to mury więzienia i dopowiedziane tam szczegóły ściskały serce. W celach, do których wchodziliśmy, było niemalże słychać rozpaczliwe krzyki więźniów, jęk torturowanych i strzały. Obóz przesiedleńczy w Zamościu istniał dwa lata. Panowały tu nieludzkie warunki; głód, epidemie tyfusu i liczba więźniów nie do opanowania. Szacuje się na 50 tysięcy ludzi. Więźniowie nie byli numerowani, więc nie ma wiarygodnych statystyk. Byli selekcjonowani i zabijani. Niemcy nie nadążali z chowaniem, wrzucali ciała do rowów, a pod koniec 1943 roku wyciągano je i palono, żeby zatrzeć ślady.

Mniej znana jest historia Dzieci Zamojszczyzny. Siłą rozdzielane, wyrywane  rodzicom, opiekunom, były selekcjonowane. Te bardziej aryjskie wywożono do Niemiec, inne mordowano. Równocześnie trwała akcja wykradania dzieci z obozu. Róża i Jan Zamoyscy, ponadludzkim wysiłkiem, uratowali ponad 450 małych istnień.

Dzieci te dożyły końca wojny w ochronce w Zwierzyńcu. Przejeżdżaliśmy też niedaleko wsi Sochy gdzie doszło do podobnych zdarzeń, a opisuje to Anna Janko w swojej książce pt. „Mała zagłada”.

Drugi obóz w programie wycieczki to Bełżec. Już na samym wejściu do Muzeum Pamięci czuje się ciężar tragedii, która przygniata jak ołów. Widok ogromnej przestrzeni w szaroczarnych barwach krzyczy ciszą. 4 hektary powierzchni mogił  pokryto żużlem hutniczym, z zachowaniem pierwotnego ukształtowania terenu.

Głównym punktem tego niemieckiego obozu zagłady jest makieta obozu, przy której z głośnika, nadawane są relacje nielicznych ocalałych świadków. Mówią  o selekcji, uśmiercaniu, transporcie. O odzieraniu z człowieczeństwa i godności.

W ciągu niepełnych 10 miesięcy (marzec – grudzień 1942) hitlerowcy zgładzili prawie  pół miliona ludzi, głównie Żydów, ale i Polaków, Romów z Polski i innych krajów Europy.

Wycieczka była w połowie historyczna, w połowie przyrodnicza. Był Skarbiec w Zamościu, kościoły, miejsca kultu religijnego i miejscowości roztoczańskie m.in. Józefów, Zwierzyniec, Krasnobród, Szczebrzeszyn i niezwykle atrakcyjne Szumy nad rzeką Tanwią i baśniowy świat Roztoczańskich Krasnali.

 Każdy znalazł coś dla siebie, a dla wszystkich nieoceniony był spacer w przestrzeni budzącej się wiosny na uroczym Roztoczu.

WIERSZE W OPRAWIE MUZYCZNEJ ANNA KULESZ

Są wiersze, które lepiej brzmią wyśpiewane. W mojej głowie powstaje muzyka w jaką chciałabym je oprawić. Niestety nie jestem kompozytorem i nawet nie mam środków, żeby takiego twórcę zaangażować. Owszem, około dziesięciu moich tekstów miało szczęście, a może ja miałam szczęście trafić na osoby, które chciały to zrobić: Andrzej Maciejczak, Krzysztof Piskorski, Witek Radomski, ale pozostałe tylko czekają, więc skorzystam z dostępniejszej dla mnie formy, czyli AI i zbiorę je na jednej płytce, którą rozpocznie moja refleksja o tworzeniu. „Mój świat malowany”, to stary wiersz, który nieco odświeżyłam, a oddaje moje emocje twórcze.

Na okładkę płyty też chyba już się zdecydowałam. Obrazek jest odzwierciedleniem tego o czym jest pierwsze piosenka. A właściwie całą płytkę tak ułożyłam, żeby piosenki opowiadały moją historię.

I czekam jak się mój pomysł będzie realizował.

ANTOLOGIA Z GÓREK I KOPEK – FINAŁ

Kolejna życiowa przygoda zamknięta, no… może, prawie zamknięta, bo nigdy nie wiadomo co się może jeszcze wydarzyć. Dzisiaj wklejam jeden ze swoich wierszy, który zaistniał w tym niezwykle pięknym wydawnictwie.

wena zrodzona w deszczu
Anna Kulesz

dotykam zapłakanej szyby
krople nabrzmiałe myślami
uderzają o parapet
rozsypują się wersami
tworzą metafory
budują strofy

spijam atrament z czarnej chmury
dławiąc się weną
która wypełnia moje wnętrze
nienasycone
spragnione
zachłanne
która powstaje
z szumu wiatru za oknem
z mgły
z tęsknoty


Takie wiersze lubię pisać najbardziej, bo w pewien sposób wydobywają na zewnątrz, to co czuję, a nie to co myślę. Taki wiersz powstaje w ciągu chwili i muszę się bardzo spieszyć, bo jak nie zanotuję natychmiast, to ucieka wszystko bezpowrotnie.

SNY MALOWANE czyli mój sposób na (do)życie