ANNA KULESZ WIERSZE

„Z nadejściem wiosny” -to tytuł jednej z piosenek na płytce. Jestem na etapie zabawy ilustracjami z AI. Nie potrzebne mi kredki, farby, ołówki, pędzle, a wystarczy pomysł. Opisuję dokładnie „mojej kumpelce” jaką chcę mieć ilustrację, a ona mi ją tworzy w ciągu kilku sekund. Czasami śmiesznie, czasami nie tak, jak bym chciała, ale czy w zabawie ma to aż takie znaczenie…

Dzisiaj miała utworzyć do tego wiersza z blondynką, która jest na wszystkich ostnio wymyślonych obrazkach, ale nie doprecyzowałam polecenia i wyszło, jak wyszło :0

z nadejściem wiosny
Anna Kulesz

motyle jeszcze śpią
dywan zieleni zwinięty
rozsypuję wokół uśmiech
niech wyrasta w trawach
soczystymi barwami

niech zakwitną wokół
bratki i niezapominajki
i wypełnią ogród zapachem raju

otworzę szeroko okna
zasłucham się w śpiew ptaków
i oddychać będę anielskim spokojem
zatracając granicę między Ziemią a Niebem

z kielichów konwalii
wypłynie słodycz
bzy w jaśminowych wiankach
jak boginie kwiatów
oszołomią wonią
rozkwitającej wiosny

kwiecień 2025

ANNA KULESZ SEN I PODŚWIADOMOŚĆ

Wszystko co piszę o snach, to wynik długoletnich obserwacji. To, że pamiętam swoje senne marzenia i, że są kolorowe i mają sens, skłoniło mnie wiele lat temu, do ich zapisywania i analizy. Byłam ciekawa na ile odzwierciedlają moją codzienność i jak  interpretuje to podświadomość. Czy sny to tylko zlepek nic nieznaczących obrazów, czy może coś więcej. Oj, miałabym o czym rozmawiać z Freudem. Czasami inspirują  do napisania wiersza, albo namalowania obrazu, a czasami po prostu bawią i poprawiają mi humor przez kilka godzin nowego dnia. Mam jednak pewność, że sen, to coś, czego jeszcze dobrze nie rozumiemy.

obrazki przy współpracy z AI

Dzisiejszej nocy śniłam, że rysuję czarnym ołówkiem Cygankę. Siedziałam w gronie kilku bliskich osób i na chwilę przerwałam swoją pracę. Nagle patrzę, a  na antresoli stoi jedna z tych osób i poprawia bardzo nieudolnie  mój rysunek. Wyciera niektóre miejsca  gumką niemalże rozrywając papier. Byłam wściekła. Zerwałam się z miejsca i darłam się tak, że się przebudziłam.

Rysowanie Cyganki, to poszukiwanie ukrytej prawdy i chęć odmiany, a Cyganka to wolność, intuicja, i nieprzewidywalna przyszłość. No, ciekawe co mnie jeszcze czeka… Sen oznacza chęć życia po swojemu, co zgadza się w stu procentach. Ujawnia konflikt między moją wizją życia, a próbami ingerencji innych osób. Szkic ołówkiem i poprawianie go, wlasnie to oznacza. Zarys moich planów już ktoś próbuje na siłę modyfikować, narzucić swoje zdanie, kontrolować decyzje. Ktoś niszczy moją dotychczasowa pracę i chce „wymazać” niezależność. Moją reakcją jest złość, co zapewne znaczy, że mam dużo siły, by bronić swoich granic i nie pozwalać niszczyć planów. Podświadomość intensywnie współpracuje nad rozwiązaniem problemu niezależności.

Po takich snach, które są wyraźnym odbiciem tego co dzieje się w moim życiu realnym, mam dylemat; czy ja kształtuję podświadomość, czy ona moje przeżycia i emocje układa w senne symbole.

ANNA KULESZ ZWODNICZE PIĘKNO

Dlaczego taki tytuł? Bo mam dość wspaniale wyglądających owoców i warzyw, które na drugi, czasami trzeci dzień po kupieniu, nadają się do wyrzucenia. Obserwuję to mniej więcej od dwóch lat. Na początku upatrywałam winy w tym, że może źle przechowuję, ale robiłam różne eksperymenty i zawsze jest to samo.

Ostatnio nabyłam sporo dorodnych brzoskwiń w markecie. Twarde, rumiane i nawet pachnące. Po dwóch dniach ujawniły się wszystkie wgniecenia, aksamitna skórka pomarszczyła się i zaczęły się błyskawicznie psuć.

ilustracja przy współpracy z AI

Owoce i warzywa psują sie błyskawicznie po ich zakupieniu, bo zmienią całkowicie warunki. Pędzone na sztucznych nawozach azotowych zyskuję dobry  wygląd, ale tracą trwałość i smak. Zbiera się je zanim dojrzeją, by nie zepsuły się w drodze do sklepów. W chłodniach pędzone są etylenem tuż przed sprzedażą, żeby zyskały barwę dojrzałego owocu, a nikt nie przejmuje się, że leżąc długo w niskich temperaturach tracą smak, zapach i w zetknięciu z temperaturą otoczenia, czyli sporo  wyższą, pleśnieją i gniją. Często mam taka niespodziankę,  dzieląc piękny owoc na pół i środek okazuje się całkiem zepsuty. To dopiero „cyrkowa” sztuczka.

Dorodne  owoce i warzywa, to efekt zaawansowanych technik rolniczych, selekcji i zabiegów marketingowych. Rolnicy wybierają szczepy odporne na gnicie, obicia, odbarwienia, żeby rodziły się równe, gładkie i duże, bo wiemy doskonale, że krzywe, malutkie idą na przetwory, a nie do skupu. Tak boimy się produktów genetycznie modyfikowanych, a  to dążenie do doskonałości to właśnie modyfikacja, która trwa od bardzo dawna i ciągle się rozrasta. Ale Ameryki nie odkrywam, o tym prawie wszyscy wiemy, tylko nic nie możemy zmienić.

Pestycydy i opryski grzybobójcze chronią przed owadami i  chorobami, dlatego plony są intensywnie nawożone. Ale czy mamy jakieś wyjście? Żadnego, bo tylko własna uprawa byłaby pewna.

Na tym nie koniec. Oglądałam kiedyś film dokumentalny jak przygotowuje się owoce i warzywa do handlu. Dokładne mycie, odkażanie, woskowanie (jabłka i cytrusy) a w sklepach m. in.  oświetlenia specjalnymi lampami podkreślającymi czerwień, albo zieleń np. sałaty. Takie triki widzimy też w stoiskach z wędlinami. To już normalność. W ladzie chłodniczej wędliny kuszą cudowną barwą, a kiedy ekspedientka wyjmuje do krojenia, nagle są  szaro-bure. Bleee…

To jest znak naszych czasów. Ludzi coraz więcej, popyt ogromny, więc żeby nadążyć trzeba iść na skróty. A wiemy doskonale, że krótka droga nie zawsze wychodzi na dobre. Pojawiają się nowe choroby, bo ile nasz organizm może wytrzymać. Szkodzą nam leki, szkodzi żywność, toniemy w śmieciach, zmienia się klimat, bo taki jest chyba normalny proces, ale to wszystko razem prowadzi do końca . Przepowiednie o tym mówią, bo  zapewne nie pierwszy raz się to dzieje. Przecież życie na Ziemi trwa od 4 miliardów lat.

SNY MALOWANE czyli mój sposób na (do)życie