Jest już okładka płytki, ale brakuje jeszcze kilku piosenek. Może do końca maja zamkniemy temat.
W tomikach zbieram wiersze, które trzeba przemyśleć, które czyta się kilka razy, żeby odkryć ich myśl. Natomiast piosenka powinna dawać od razu pełny obraz, bo słowa uciekają szybko, więc powinny malować to co autor ma do przekazania. Poniżej tekst „pożegnanie z morzem”.
pożegnanie z morzem Anna Kulesz
mgłą nad łąkami płyną wspomnienia bryzą nadmorską pachnie poranek wiatr plącze włosy ich kolor zmienia żegnać się z morzem idę na plażę
dotknąć stopami piasku raz jeszcze słuchać jak woda szemrze i mruczy patrzeć na grzywy fal rozpędzonych wierząc że jeszcze tutaj powrócę że znów cię spotkam w rześki poranek gdy będziesz czekał na mnie ze słońcem białe muszelki podasz na dłoni jak symbol naszych nadmorskich spotkań
pójdziemy dziką plażą jak dawniej a śmiech zagłuszy pomruki morza w kroplach zastygną nasze spojrzenia na mokrym piasku pozostaną ślady
będą wspomnieniem naszych spacerów dopóki woda nie wygładzi brzegu szczęśliwe chwile pozostaną w sercach pamięć zachowa piękne wspomnienia
pójdziemy plażą dziką jak dawniej a śmiech zagłuszy pomruki morza w kroplach zastygną nasze spojrzenia na mokrym piasku pozostaną ślady
trudno wybrać kilka zdjęć z moich czterystu, które pokazałyby przekrojowo piękno Lubelskiego Roztocza i bogaty program wycieczki.
Czystego powietrza, spokoju i świeżości nie da się utrwalić na zdjęciach, ale czar i piękno jakim obdarowała nas i ukoiła wiosna ujęłam w kilku kadrach.
Mieliśmy znakomitą przewodniczkę, która dzieliła się swoją bogatą wiedzą historyczną, nie tylko o Roztoczu. Opowiadała ciekawie i z humorem, ale w miejscach zagłady jak Rotunda Zamojska czy Bełżec, był czas głębokiej zadumy i wzruszenia. Mimo, że znany temat, to mury więzienia i dopowiedziane tam szczegóły ściskały serce. W celach, do których wchodziliśmy, było niemalże słychać rozpaczliwe krzyki więźniów, jęk torturowanych i strzały. Obóz przesiedleńczy w Zamościu istniał dwa lata. Panowały tu nieludzkie warunki; głód, epidemie tyfusu i liczba więźniów nie do opanowania. Szacuje się na 50 tysięcy ludzi. Więźniowie nie byli numerowani, więc nie ma wiarygodnych statystyk. Byli selekcjonowani i zabijani. Niemcy nie nadążali z chowaniem, wrzucali ciała do rowów, a pod koniec 1943 roku wyciągano je i palono, żeby zatrzeć ślady.
Mniej znana jest historia Dzieci Zamojszczyzny. Siłą rozdzielane, wyrywane rodzicom, opiekunom, były selekcjonowane. Te bardziej aryjskie wywożono do Niemiec, inne mordowano. Równocześnie trwała akcja wykradania dzieci z obozu. Róża i Jan Zamoyscy, ponadludzkim wysiłkiem, uratowali ponad 450 małych istnień.
Dzieci te dożyły końca wojny w ochronce w Zwierzyńcu. Przejeżdżaliśmy też niedaleko wsi Sochy gdzie doszło do podobnych zdarzeń, a opisuje to Anna Janko w swojej książce pt. „Mała zagłada”.
Drugi obóz w programie wycieczki to Bełżec. Już na samym wejściu do Muzeum Pamięci czuje się ciężar tragedii, która przygniata jak ołów. Widok ogromnej przestrzeni w szaroczarnych barwach krzyczy ciszą.4 hektary powierzchni mogił pokryto żużlem hutniczym, z zachowaniem pierwotnego ukształtowania terenu.
Głównym punktem tego niemieckiego obozu zagłady jest makieta obozu, przy której z głośnika, nadawane są relacje nielicznych ocalałych świadków. Mówią o selekcji, uśmiercaniu, transporcie. O odzieraniu z człowieczeństwa i godności.
W ciągu niepełnych 10 miesięcy (marzec – grudzień 1942) hitlerowcy zgładzili prawie pół miliona ludzi, głównie Żydów, ale i Polaków, Romów z Polski i innych krajów Europy.
Wycieczka była w połowie historyczna, w połowie przyrodnicza. Był Skarbiec w Zamościu, kościoły, miejsca kultu religijnego i miejscowości roztoczańskie m.in. Józefów, Zwierzyniec, Krasnobród, Szczebrzeszyn i niezwykle atrakcyjne Szumy nad rzeką Tanwią i baśniowy świat Roztoczańskich Krasnali.
Każdy znalazł coś dla siebie, a dla wszystkich nieoceniony był spacer w przestrzeni budzącej się wiosny na uroczym Roztoczu.
Są wiersze, które lepiej brzmią wyśpiewane. W mojej głowie powstaje muzyka w jaką chciałabym je oprawić. Niestety nie jestem kompozytorem i nawet nie mam środków, żeby takiego twórcę zaangażować. Owszem, około dziesięciu moich tekstów miało szczęście, a może ja miałam szczęście trafić na osoby, które chciały to zrobić: Andrzej Maciejczak, Krzysztof Piskorski, Witek Radomski, ale pozostałe tylko czekają, więc skorzystam z dostępniejszej dla mnie formy, czyli AI i zbiorę je na jednej płytce, którą rozpocznie moja refleksja o tworzeniu. „Mój świat malowany”, to stary wiersz, który nieco odświeżyłam, a oddaje moje emocje twórcze.
Na okładkę płyty też chyba już się zdecydowałam. Obrazek jest odzwierciedleniem tego o czym jest pierwsze piosenka. A właściwie całą płytkę tak ułożyłam, żeby piosenki opowiadały moją historię.