ANNA KULESZ W MOIM OGRODZIE

Gdyby w moim ogrodzie była żyzna ziemia, to ogród tak by wyglądał. Kwiaty i dużo zieleni, ale jest piasek, szaro-bury z wierzchu, a głębiej żółty. Na takiej glebie nawet chwasty nie rosną. Trwają tylko sosny. Nie pomaga nawet podsypywanie dobrej ziemi pod rośliny, no i ciągle jest sucho. Moje wysiłki i pieniądze idą na marne, ale nie ustaję w próbach i zdarza się, że jakaś wyjątkowo silna sadzonka się zakorzeni.  Żeby, mimo wszystko, cieszyć się kwiatami przez te kilka ciepłych miesięcy, to stawiam je na tarasie w doniczkach. Dużo, bardzo dużo i kolorowo. Zaraz po przebudzeniu chłonę ich piękno. Wydaje się aż nieprawdopodobne, jak dużo dają siły i spokoju na cały dzień. Człowiek jest mocno związany z przyrodą, choć nie dostrzega tego na codzień. Oglądając filmy przyrodnicze, jestem często zaskoczona reakcjami roślin. Mają niesamowity instynkt, bywają ekspansywne, opiekuńcze, mięsożerne, udostępniają nektar niektórym owadom, a czasami stosują jego słodycz jak pułapkę , by uwięzić i wyssać życie.  Bronią się kolcami, odstraszają brzydkim zapachem. Jak to wszystko powstało? Te nieprawdopodobnie wymyślne upierzenia ptaków, nadzwyczajne futra zwierząt. Za mała jest na to wszystko moja wyobraźnia.

Z radością obserwuję, że niektóre miasta zakazują koszenia trawników. Wcześniej, może przez pęd życia,  nie zastanawiałam się nad tym, ilu owadom, ptakom i drobnym zwierzątkom, odbiera się przestrzeń potrzebną do życia, ich wszechświat. Uświadomiły mi to te filmy dokumentalne, których oglądam teraz bardzo dużo. Pokazują szczegółowo, ile się w tych trawach mieści zwierzęcych historii, jak wiele jest tam rozmaitych gatunków maleńkich żyjątek z których każde ma znaczenie dla trwania przyrody, dla trwania życia, a także upiększania go.

W trawach rosnących dziko, niekoszonych, wyrastają nieoczekiwanie różne gatunki ziół, polne kwiaty, których od dawna nie było. Dlatego i ja nie walczę z piaskiem w moim leśnym ogrodzie. Niech rośnie to co chce, niech będzie jak w lesie, po co zmieniać  Naturę. A jeśli w jakimś miejscu przyjmą się posadzone  kwiatki, to będę jeszcze bardziej szczęśliwa.

CZWARTKOWE HERBATKI – ANNA KULESZ WIERSZE

czwartkowe herbatki
Anna Kulesz

było to dawno z pół wieku temu
na jednej z ulic otwockich kresów
w świdermajerze w willi drewnianej
w czwartki sąsiadki miały spotkania
często też bywał proboszcz z parafii
zabawiał panie tak jak potrafił
sapiąc w fotelu siadał plecionym
bo brzuch obciążał bolące nogi
sutanny guzik z napięcia pękał
kiedy kolejne zjadał ciasteczka
żartował słuchał śmiesznych nowinek
aż do momentu kiedy godzinę
wieściły dzwony na mszę wieczorną
zrywał się wówczas żegnał z pokorą
mijał furteczkę która w lip cieniu
przysłuchiwała się pszczół brzęczeniu
wiekowe drzewa związane były
z długą historią tejże rodziny
bo gospodyni owej posesji
wychowywała tu swoje dzieci
wnuka kochała nad wszelką miarę
z córką kontaktu nie miała wcale
więc się oboje mocno wspierali
rekompensując matki niedbałość
niezwykle dobra była ta pani
miała przyjaciół wielu oddanych
siwe jej włosy spinała klamra
dla wnuka chciała być tak jak mama
lecz przyszła chwila dla wszystkich straszna
bo nagle zmarła przemiła babcia
werandę cisza smutku oplotła
okiennicami zakryto okna
nikt nie zaparzy już tam herbaty
z zapachem miodu lipowych kwiatów
w niedługim czasie wstrząs przeżyliśmy
bo wnuczek wyrok wydał na lipy
i w kilka godzin z maszyn warczeniem
wyrwano drzewa i ich korzenie
serca mieszkańców wypełniał smutek
gdy pnie ciągnięto w łańcuchy skute
zamiast drzew starych brama stanęła
i rozebrano świdermajera
wnukowi w życiu już się nie wiodło
ciągłe kłopoty miał z byłą żoną
pasmo awantur sprzeczki choroba
tak się skończyła historia owa

maj 2024



ANNA KULESZ – MÓJ BLOG NIE TYLKO ARTYSTYCZNY – SNY MALOWANE

Zakładając blog ponad dziesięć lat temu, miałam w głowie dwa tytuły. Wybór był trudny, bo obie wersje odpowiadały temu, o czym chciałam pisać, czyli dzielić się swoja twórczością i inspirować do aktywności na emeryturze. Zdecydowałam  więc, że pierwszy to będzie tytuł, a jego uzupełnieniem podtytuł – MÓJ SPOSÓB NA (DO)ŻYCIE. Nie mogłam też pominąć tytułu wiersza, SNY MALOWANE, autorstwa zaprzyjaźnionego poety, Jerzego Hyski, który zainspirował mnie do powstania bloga.

W Polsce chyba nie prowadzi się takich statystyk, ale z mojego rozeznania wnioskuję, że jestem jedną z nielicznych osób krajowej blogosfery, w mojej grupie wiekowej. Piszą raczej ludzie młodzi, wśród starszych ciągle jest niewielu sprawnie radzących sobie z komputerem. Ale ta umiejętność, właśnie w wieku dojrzałym, jest bardzo potrzebna. Przede wszystkim ułatwia codzienne życie, dostarcza rozrywki, łączy ze światem, umożliwia korespondencję i jest ogromnym źródłem wiedzy. Dla mnie to również ułatwienie w pisaniu, bo przy pomocy klawiatury robi się to dużo szybciej, a poprawki nie wymagają wykreślania. Tak powstają wiersze, kronika rodzinna, pamiętnik, listy, recenzje, opowiadania, felietony, notowanie wszystkiego co możliwe i dzielenie się swoimi emocjami i refleksjami. Komputer w tych sytuacjach jest bardzo przydatny i oszczędza czas. Kiedy blog powstawał byłam na emeryturze, a wnuki nie wymagały już mojej intensywnej opieki, więc mogłam efektywnie czymś go wypełnić, a tym samym utrzymać jak najdłużej dobrą formę. Kontakt z ludźmi, spotkania literackie i artystyczne, wycieczki, prelekcje, czytanie i pisanie. Właśnie na to wszystko poprawia samopoczucie i na to jest czas na emeryturze, którego nie wolno zmarnować. Każda minuta jest niezwykle cenna.

Siedzenie całe dnie w fotelu przed telewizorem, to najprostsza droga do tego, żeby zrobić sobie i swoim bliskim kłopot. Wtedy zaczyna się marudzenie, oczekiwanie na gesty czułości, ciągłe żądania pomocy, roszczeniowa postawa i zaniedbanie kondycji, chęci do ubrania się. Wtedy nic nie stymuluje mózgu do regeneracji. Marniejemy.

Dlatego trzeba o siebie dbać samemu, bo kto ma dzisiaj czas na skakanie wokół starszych i zabawianie ich? Młodzi pracują całe dnie, pędzą z dziećmi z jednych zajęć pozaszkolnych na drugie, zakupy, gotowanie, doba jest za krótka. Często porównuję swoje życie w PRL, kiedy byłam aktywna zawodowo i moja rodzina się kształtowała,  z tym jak jest obecnie. Wtedy było źle, ale były też plusy… to temat bardzo obszerny i na inny wpis.

SNY MALOWANE czyli mój sposób na (do)życie