Dlaczego taki tytuł? Bo mam dość wspaniale wyglądających owoców i warzyw, które na drugi, czasami trzeci dzień po kupieniu, nadają się do wyrzucenia. Obserwuję to mniej więcej od dwóch lat. Na początku upatrywałam winy w tym, że może źle przechowuję, ale robiłam różne eksperymenty i zawsze jest to samo.
Ostatnio nabyłam sporo dorodnych brzoskwiń w markecie. Twarde, rumiane i nawet pachnące. Po dwóch dniach ujawniły się wszystkie wgniecenia, aksamitna skórka pomarszczyła się i zaczęły się błyskawicznie psuć.

ilustracja przy współpracy z AI
Owoce i warzywa psują sie błyskawicznie po ich zakupieniu, bo zmienią całkowicie warunki. Pędzone na sztucznych nawozach azotowych zyskuję dobry wygląd, ale tracą trwałość i smak. Zbiera się je zanim dojrzeją, by nie zepsuły się w drodze do sklepów. W chłodniach pędzone są etylenem tuż przed sprzedażą, żeby zyskały barwę dojrzałego owocu, a nikt nie przejmuje się, że leżąc długo w niskich temperaturach tracą smak, zapach i w zetknięciu z temperaturą otoczenia, czyli sporo wyższą, pleśnieją i gniją. Często mam taka niespodziankę, dzieląc piękny owoc na pół i środek okazuje się całkiem zepsuty. To dopiero „cyrkowa” sztuczka.
Dorodne owoce i warzywa, to efekt zaawansowanych technik rolniczych, selekcji i zabiegów marketingowych. Rolnicy wybierają szczepy odporne na gnicie, obicia, odbarwienia, żeby rodziły się równe, gładkie i duże, bo wiemy doskonale, że krzywe, malutkie idą na przetwory, a nie do skupu. Tak boimy się produktów genetycznie modyfikowanych, a to dążenie do doskonałości to właśnie modyfikacja, która trwa od bardzo dawna i ciągle się rozrasta. Ale Ameryki nie odkrywam, o tym prawie wszyscy wiemy, tylko nic nie możemy zmienić.
Pestycydy i opryski grzybobójcze chronią przed owadami i chorobami, dlatego plony są intensywnie nawożone. Ale czy mamy jakieś wyjście? Żadnego, bo tylko własna uprawa byłaby pewna.
Na tym nie koniec. Oglądałam kiedyś film dokumentalny jak przygotowuje się owoce i warzywa do handlu. Dokładne mycie, odkażanie, woskowanie (jabłka i cytrusy) a w sklepach m. in. oświetlenia specjalnymi lampami podkreślającymi czerwień, albo zieleń np. sałaty. Takie triki widzimy też w stoiskach z wędlinami. To już normalność. W ladzie chłodniczej wędliny kuszą cudowną barwą, a kiedy ekspedientka wyjmuje do krojenia, nagle są szaro-bure. Bleee…
To jest znak naszych czasów. Ludzi coraz więcej, popyt ogromny, więc żeby nadążyć trzeba iść na skróty. A wiemy doskonale, że krótka droga nie zawsze wychodzi na dobre. Pojawiają się nowe choroby, bo ile nasz organizm może wytrzymać. Szkodzą nam leki, szkodzi żywność, toniemy w śmieciach, zmienia się klimat, bo taki jest chyba normalny proces, ale to wszystko razem prowadzi do końca . Przepowiednie o tym mówią, bo zapewne nie pierwszy raz się to dzieje. Przecież życie na Ziemi trwa od 4 miliardów lat.


