WIERSZE W OPRAWIE MUZYCZNEJ ANNA KULESZ

Często w życiu mi powtarzano, że jestem „w gorącej wodzie kąpana”. Jednak dotyczy to najczęściej moich twórczych, albo podróżniczych pomysłów. Poważne sprawy rozważam, analizuję i wyciągam wnioski.

Jednak kiedy pojawi się chęć zrobienia czegoś, to odczuwam to jako wewnętrzny zapalnik. Nic wtedy nie stanowi przeszkodyi bardzo się spieszę, żeby realizacja była szybka.

Tak było z wierszem „Otwockie Anioły”. Na mojej drodze pojawiła się nagle i przypadkiem osoba, czyli informatyk, który w pierwszej rozmowie zaproponował, że może mój wiersz oprawić muzycznie.   W niedługim czasie powstała druga piosenka i… tu właśnie poczułam ten – zapalnik… „a jak by tak część wierszy ubrać w muzykę. I zaczęło się…

W tej chwili jest już okładka i kapselek.

Na płytce będzie 20 piosenek, a na okładce krótki opis.

opowieści malowane dźwiękiem

Taką nazwę nadałam  płytce z moimi tekstami w opracowaniu muzycznym Marka Sawy. Decyzja była spontaniczna po dwóch pierwszych utworach. Marek bardzo dobrze  odczytał  moje oczekiwania i zachęcona tym, zdecydowałam się na dalszą współpracę. Moje wiersze są bardzo różne. Te metaforyczno-refleksyjne z nutą abstrakcji nie bardzo nadają się na piosenki, bo nad przekazem trzeba się chwilę zastanowić, ale opisowe, jak najbardziej. Opowiadają o moich emocjach; marzeniach, tęsknotach, o zachwycie przyrodą, o miastach, z którymi życie mnie połączyło. Kilka utworów dedykuję też drogim mi osobom.

Pierwsza piosenka jest dla mnie bardzo ważna, bo tekst powstał w trudnym życiowym momencie. Malowanie, a potem pisanie, sprawiło, że odnalazłam spokój i zbudowałam swój nowy świat, „mój świat malowany”.

Urodziłam się w Bydgoszczy w latach powojennych i ballada „dźwięki mojego miasta”, opowiada o szarej, surowej rzeczywistości, która dla pokolenia ludzi młodych, jest trudna do wyobrażenia. Następna opowieść to „dziewczyna w wianku z chabrów”, wspomnienie Lublina. Tam spędziłam przecudowne dzieciństwo i wczesną młodość, i  tekst zainspirowany jest echami tamtej beztroskiej przeszłości. Tematem piosenek jest  też morze, które bardzo kocham i nad którym bywałam niezliczoną ilość razy, którą przeliczać mogę na lata.

Kolejny etap to Otwock z jego  baśniowymi świdermajerami, czyli „otwockie anioły” i „cukiernia Sosenka”. Każdy tekst piosenki można rozwijać w bogatą opowieść. Płytkę zamyka sentymentalna, ale  z przymrużeniem oka, refleksja o życiu, „rap międzypokoleniowy”.

Markowi Sawie, bardzo dziękuję za muzyczną oprawę moich wierszy, z ulubionymi przeze mnie instrumentami, skrzypce szczególnie, i za to, że zawsze doskonale wyczuwa jakie są moje oczekiwania muzyczne, bo muzyka w moim życiu jest niezwykle ważna.

WIERSZE Z MUZYKĄ ANNA KULESZ

Jest już okładka płytki, ale brakuje jeszcze kilku piosenek. Może do końca maja zamkniemy temat.

W tomikach zbieram wiersze, które trzeba przemyśleć, które czyta się kilka razy, żeby odkryć ich myśl. Natomiast piosenka powinna dawać od razu pełny obraz, bo słowa uciekają szybko, więc powinny malować to co autor ma do przekazania. Poniżej tekst „pożegnanie z morzem”.



pożegnanie z morzem
Anna Kulesz

mgłą nad łąkami płyną wspomnienia
bryzą nadmorską pachnie poranek
wiatr plącze włosy ich kolor zmienia
żegnać się z morzem idę na plażę

dotknąć stopami piasku raz jeszcze
słuchać jak woda szemrze i mruczy
patrzeć na grzywy fal rozpędzonych
wierząc że jeszcze tutaj powrócę
że znów cię spotkam w rześki poranek
gdy będziesz czekał na mnie ze słońcem
białe muszelki podasz na dłoni
jak symbol naszych nadmorskich spotkań

pójdziemy dziką plażą jak dawniej
a śmiech zagłuszy pomruki morza
w kroplach zastygną nasze spojrzenia
na mokrym piasku pozostaną ślady

będą wspomnieniem naszych spacerów
dopóki woda nie wygładzi brzegu
szczęśliwe chwile pozostaną w sercach
pamięć zachowa piękne wspomnienia

pójdziemy plażą dziką jak dawniej
a śmiech zagłuszy pomruki morza
w kroplach zastygną nasze spojrzenia
na mokrym piasku pozostaną ślady

ROZTOCZE WYCIECZKA

trudno wybrać kilka zdjęć z moich czterystu, które pokazałyby przekrojowo piękno Lubelskiego Roztocza i bogaty program wycieczki.

Czystego powietrza, spokoju i świeżości nie da się utrwalić na zdjęciach, ale czar i piękno jakim obdarowała nas i ukoiła wiosna ujęłam w kilku kadrach.

Mieliśmy znakomitą przewodniczkę, która dzieliła się swoją bogatą wiedzą historyczną, nie tylko o Roztoczu. Opowiadała ciekawie i z humorem, ale w miejscach zagłady jak Rotunda Zamojska czy Bełżec, był czas głębokiej zadumy i wzruszenia. Mimo, że znany temat, to mury więzienia i dopowiedziane tam szczegóły ściskały serce. W celach, do których wchodziliśmy, było niemalże słychać rozpaczliwe krzyki więźniów, jęk torturowanych i strzały. Obóz przesiedleńczy w Zamościu istniał dwa lata. Panowały tu nieludzkie warunki; głód, epidemie tyfusu i liczba więźniów nie do opanowania. Szacuje się na 50 tysięcy ludzi. Więźniowie nie byli numerowani, więc nie ma wiarygodnych statystyk. Byli selekcjonowani i zabijani. Niemcy nie nadążali z chowaniem, wrzucali ciała do rowów, a pod koniec 1943 roku wyciągano je i palono, żeby zatrzeć ślady.

Mniej znana jest historia Dzieci Zamojszczyzny. Siłą rozdzielane, wyrywane  rodzicom, opiekunom, były selekcjonowane. Te bardziej aryjskie wywożono do Niemiec, inne mordowano. Równocześnie trwała akcja wykradania dzieci z obozu. Róża i Jan Zamoyscy, ponadludzkim wysiłkiem, uratowali ponad 450 małych istnień.

Dzieci te dożyły końca wojny w ochronce w Zwierzyńcu. Przejeżdżaliśmy też niedaleko wsi Sochy gdzie doszło do podobnych zdarzeń, a opisuje to Anna Janko w swojej książce pt. „Mała zagłada”.

Drugi obóz w programie wycieczki to Bełżec. Już na samym wejściu do Muzeum Pamięci czuje się ciężar tragedii, która przygniata jak ołów. Widok ogromnej przestrzeni w szaroczarnych barwach krzyczy ciszą. 4 hektary powierzchni mogił  pokryto żużlem hutniczym, z zachowaniem pierwotnego ukształtowania terenu.

Głównym punktem tego niemieckiego obozu zagłady jest makieta obozu, przy której z głośnika, nadawane są relacje nielicznych ocalałych świadków. Mówią  o selekcji, uśmiercaniu, transporcie. O odzieraniu z człowieczeństwa i godności.

W ciągu niepełnych 10 miesięcy (marzec – grudzień 1942) hitlerowcy zgładzili prawie  pół miliona ludzi, głównie Żydów, ale i Polaków, Romów z Polski i innych krajów Europy.

Wycieczka była w połowie historyczna, w połowie przyrodnicza. Był Skarbiec w Zamościu, kościoły, miejsca kultu religijnego i miejscowości roztoczańskie m.in. Józefów, Zwierzyniec, Krasnobród, Szczebrzeszyn i niezwykle atrakcyjne Szumy nad rzeką Tanwią i baśniowy świat Roztoczańskich Krasnali.

 Każdy znalazł coś dla siebie, a dla wszystkich nieoceniony był spacer w przestrzeni budzącej się wiosny na uroczym Roztoczu.

SNY MALOWANE czyli mój sposób na (do)życie