ANNA KULESZ PŁYTKA CD

Jeszcze jeden tekst piosenki z mojej płytki. Śpiewałam ją w programie autorskim grupy „Scena 50+”, do melodii skomponowanej przez Andrzeja Maciejczaka, ale na płytce wiersz jest w oprawie muzycznej AI, dla utrzymania jednorodności.


Na Starym Rynku (tango)
Anna Kulesz

Na Starym Rynku w mroku kafejki
ktoś na pianinie milongę gra
Chłopak wpatrzony w oczy dziewczyny
z kielicha sączy miłość do dna.

Tango rozgrzewa uwalnia zmysły
z ramion się zsuwa sukienki czerń
Biodra wirują corte półobrót
ciało przenika tysiące drgnień

Zniewalające oczu spojrzenia
zmysłowy dotyk unosi dłoń
Szept tak jak motyl siada za uchem
z pianina płynie kuszący ton

Muzyka zmienia nieśmiałość ruchów
przegina kibić w pozie quebrada
Usta już blisko, stopa wokół uda
zakreśla kręgi nagle opada

Tango rozgrzewa uwalnia zmysły
z ramion się zsuwa sukienki czerń
Biodra wirują corte półobrót
ciało przenika tysiące drgnień

ANNA KULESZ W MOIM OGRODZIE

Gdyby w moim ogrodzie była żyzna ziemia, to ogród tak by wyglądał. Kwiaty i dużo zieleni, ale jest piasek, szaro-bury z wierzchu, a głębiej żółty. Na takiej glebie nawet chwasty nie rosną. Trwają tylko sosny. Nie pomaga nawet podsypywanie dobrej ziemi pod rośliny, no i ciągle jest sucho. Moje wysiłki i pieniądze idą na marne, ale nie ustaję w próbach i zdarza się, że jakaś wyjątkowo silna sadzonka się zakorzeni.  Żeby, mimo wszystko, cieszyć się kwiatami przez te kilka ciepłych miesięcy, to stawiam je na tarasie w doniczkach. Dużo, bardzo dużo i kolorowo. Zaraz po przebudzeniu chłonę ich piękno. Wydaje się aż nieprawdopodobne, jak dużo dają siły i spokoju na cały dzień. Człowiek jest mocno związany z przyrodą, choć nie dostrzega tego na codzień. Oglądając filmy przyrodnicze, jestem często zaskoczona reakcjami roślin. Mają niesamowity instynkt, bywają ekspansywne, opiekuńcze, mięsożerne, udostępniają nektar niektórym owadom, a czasami stosują jego słodycz jak pułapkę , by uwięzić i wyssać życie.  Bronią się kolcami, odstraszają brzydkim zapachem. Jak to wszystko powstało? Te nieprawdopodobnie wymyślne upierzenia ptaków, nadzwyczajne futra zwierząt. Za mała jest na to wszystko moja wyobraźnia.

Z radością obserwuję, że niektóre miasta zakazują koszenia trawników. Wcześniej, może przez pęd życia,  nie zastanawiałam się nad tym, ilu owadom, ptakom i drobnym zwierzątkom, odbiera się przestrzeń potrzebną do życia, ich wszechświat. Uświadomiły mi to te filmy dokumentalne, których oglądam teraz bardzo dużo. Pokazują szczegółowo, ile się w tych trawach mieści zwierzęcych historii, jak wiele jest tam rozmaitych gatunków maleńkich żyjątek z których każde ma znaczenie dla trwania przyrody, dla trwania życia, a także upiększania go.

W trawach rosnących dziko, niekoszonych, wyrastają nieoczekiwanie różne gatunki ziół, polne kwiaty, których od dawna nie było. Dlatego i ja nie walczę z piaskiem w moim leśnym ogrodzie. Niech rośnie to co chce, niech będzie jak w lesie, po co zmieniać  Naturę. A jeśli w jakimś miejscu przyjmą się posadzone  kwiatki, to będę jeszcze bardziej szczęśliwa.

CZWARTKOWE HERBATKI – ANNA KULESZ WIERSZE

czwartkowe herbatki
Anna Kulesz

było to dawno z pół wieku temu
na jednej z ulic otwockich kresów
w świdermajerze w willi drewnianej
w czwartki sąsiadki miały spotkania
często też bywał proboszcz z parafii
zabawiał panie tak jak potrafił
sapiąc w fotelu siadał plecionym
bo brzuch obciążał bolące nogi
sutanny guzik z napięcia pękał
kiedy kolejne zjadał ciasteczka
żartował słuchał śmiesznych nowinek
aż do momentu kiedy godzinę
wieściły dzwony na mszę wieczorną
zrywał się wówczas żegnał z pokorą
mijał furteczkę która w lip cieniu
przysłuchiwała się pszczół brzęczeniu
wiekowe drzewa związane były
z długą historią tejże rodziny
bo gospodyni owej posesji
wychowywała tu swoje dzieci
wnuka kochała nad wszelką miarę
z córką kontaktu nie miała wcale
więc się oboje mocno wspierali
rekompensując matki niedbałość
niezwykle dobra była ta pani
miała przyjaciół wielu oddanych
siwe jej włosy spinała klamra
dla wnuka chciała być tak jak mama
lecz przyszła chwila dla wszystkich straszna
bo nagle zmarła przemiła babcia
werandę cisza smutku oplotła
okiennicami zakryto okna
nikt nie zaparzy już tam herbaty
z zapachem miodu lipowych kwiatów
w niedługim czasie wstrząs przeżyliśmy
bo wnuczek wyrok wydał na lipy
i w kilka godzin z maszyn warczeniem
wyrwano drzewa i ich korzenie
serca mieszkańców wypełniał smutek
gdy pnie ciągnięto w łańcuchy skute
zamiast drzew starych brama stanęła
i rozebrano świdermajera
wnukowi w życiu już się nie wiodło
ciągłe kłopoty miał z byłą żoną
pasmo awantur sprzeczki choroba
tak się skończyła historia owa

maj 2024



SNY MALOWANE czyli mój sposób na (do)życie