Zakładając blog ponad dziesięć lat temu, miałam w głowie dwa tytuły. Wybór był trudny, bo obie wersje odpowiadały temu, o czym chciałam pisać, czyli dzielić się swoja twórczością i inspirować do aktywności na emeryturze. Zdecydowałam więc, że pierwszy to będzie tytuł, a jego uzupełnieniem podtytuł – MÓJ SPOSÓB NA (DO)ŻYCIE. Nie mogłam też pominąć tytułu wiersza, SNY MALOWANE, autorstwa zaprzyjaźnionego poety, Jerzego Hyski, który zainspirował mnie do powstania bloga.
W Polsce chyba nie prowadzi się takich statystyk, ale z mojego rozeznania wnioskuję, że jestem jedną z nielicznych osób krajowej blogosfery, w mojej grupie wiekowej. Piszą raczej ludzie młodzi, wśród starszych ciągle jest niewielu sprawnie radzących sobie z komputerem. Ale ta umiejętność, właśnie w wieku dojrzałym, jest bardzo potrzebna. Przede wszystkim ułatwia codzienne życie, dostarcza rozrywki, łączy ze światem, umożliwia korespondencję i jest ogromnym źródłem wiedzy. Dla mnie to również ułatwienie w pisaniu, bo przy pomocy klawiatury robi się to dużo szybciej, a poprawki nie wymagają wykreślania. Tak powstają wiersze, kronika rodzinna, pamiętnik, listy, recenzje, opowiadania, felietony, notowanie wszystkiego co możliwe i dzielenie się swoimi emocjami i refleksjami. Komputer w tych sytuacjach jest bardzo przydatny i oszczędza czas. Kiedy blog powstawał byłam na emeryturze, a wnuki nie wymagały już mojej intensywnej opieki, więc mogłam efektywnie czymś go wypełnić, a tym samym utrzymać jak najdłużej dobrą formę. Kontakt z ludźmi, spotkania literackie i artystyczne, wycieczki, prelekcje, czytanie i pisanie. Właśnie na to wszystko poprawia samopoczucie i na to jest czas na emeryturze, którego nie wolno zmarnować. Każda minuta jest niezwykle cenna.

Siedzenie całe dnie w fotelu przed telewizorem, to najprostsza droga do tego, żeby zrobić sobie i swoim bliskim kłopot. Wtedy zaczyna się marudzenie, oczekiwanie na gesty czułości, ciągłe żądania pomocy, roszczeniowa postawa i zaniedbanie kondycji, chęci do ubrania się. Wtedy nic nie stymuluje mózgu do regeneracji. Marniejemy.

Dlatego trzeba o siebie dbać samemu, bo kto ma dzisiaj czas na skakanie wokół starszych i zabawianie ich? Młodzi pracują całe dnie, pędzą z dziećmi z jednych zajęć pozaszkolnych na drugie, zakupy, gotowanie, doba jest za krótka. Często porównuję swoje życie w PRL, kiedy byłam aktywna zawodowo i moja rodzina się kształtowała, z tym jak jest obecnie. Wtedy było źle, ale były też plusy… to temat bardzo obszerny i na inny wpis.

