często słyszę to pytanie, bo jest grupa osób, która systematycznie czyta mój blog, ale sytuacja w kraju jest tak trudna i niepewna, że nie mam ochoty na pisanie. Moje myśli zajmują ważne sprawy, bardzo dokładnie obserwuję to co dzieje się wokół. Poza tym niepokoją usługi medyczne, które sięgnęły dna. Bardzo ważną wizytę lekarską przesunięto mi o pół roku, czyli muszę czekać teraz 2 lata. DWA LATA. Nie, nie „zadzwonił do mnie lekarz z pytaniem o zdrowie”, jak obiecywano, ale pielęgniarka, która z poczuciem winy poinformowała, że wszystkie wizyty przesuwają o pół roku. Starałam się zdjąć z niej ciężar tej wiadomości, bo glos miała raczej smutny. Kilka lat temu zrobiło się jakoś lepiej, wprowadzono system komputerowy, zniknęła nerwowość i kolejki do rejestracji i do głowy mi nie przyszło, że za moment będzie aż tak źle. Składki zdrowotne nie są małe, a problem coraz większy. Moja sprawa jest bardzo ważna, ale ogrom ludzi ma jeszcze poważniejsze problemy ze zdrowiem i są zrozpaczeni. Inny, znany lekarz specjalista (świadomie pomijam nazwisko), zapisał mi nowy lek, którego działanie powinno się monitorować na początku przyjmowania, a pierwszy wolny termin do niego jest za 1,5 roku. KPINA! KPINA z ludzi, pacjentów, leczenia. Oczywiście, do tych mniej uznanych lekarzy jest krótsza kolejka, choć niewiele, ale ja leczę się właśnie u tego.
Mam świadomość, że te wszystkie trudności, to tylko ułamek jakiejś wielkiej gry, której kolejnym celem jest zniszczenie opieki zdrowotnej.
Spory czas temu mądry kolega wieszczył upadek tego co polskie, cytując słowa, że „polskość to nienormalność”, ale ja byłam oburzona, że opowiada jakieś bzdury. Dzisiaj wiem, że miał rację. Nie wizjoner. On po prostu wiedział wtedy więcej. Dlatego powinniśmy być świadomi tego co się wokół dzieje, a nie da się inaczej jak tylko korzystać ze wszystkich dostępnych źródeł informacji, a nie trwać przy jednym, bo wszędzie jest manipulacja. Tylko porównywanie i myślenie pomaga spojrzeć bardziej obiektywnie.
