DAWNIEJ BYŁO INACZEJ

Siedzę w domu. Zrezygnowałam z trzeciej dawki, bo złapałam jakiegoś wirusa. Zabrakło kilku dni w pełnym zdrowiu. Niby nic, ale nie zaryzykuję szczepienia przy najmniejszej nawet infekcji. Niestety , miałam w ciągu ostatniego tygodnia kontakt z usmarkanymi i kaszlącymi  osobami w autobusach, które nawet prosiłam o założenie maseczek. Spoko, wszyscy się dostosowali, ale widocznie była to musztarda po obiedzie. Chłonę jak gąbka. No trudno. Odwołałam szczepienie, żeby skorzystał ktoś inny, ale o przesunięciu na styczeń , a nawet luty, nie ma mowy. Muszę szukać w innych miejscach.

A na razie mam czas na uzupełnianie Sagi Rodzinnej, więc buszuję w starych albumach. Dawniej to były zimy. Tata zabierał mnie prawie codziennie na spacery do lasu za miasto. Uwielbiałam te szalone zabawy na śniegu. Zjeżdżaliśmy z górki na sankach, liczyliśmy wagony towarowe w przejeżdżających niedaleko pociągach i brnęliśmy w śniegu po kolana,  a do domu nie chciało się wrac

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.