KONCERT DLA WOLONTARIUSZY

SONY DSCfot. G. Jasiński

Dzisiaj śpiewaliśmy program  kolędowy dla wolontariuszy w Caritas Archidiecezji Warszawskiej, przy Krakowskim Przedmieściu. Dla nich był ten koncert, wzbogacający spotkanie opłatkowe. Dla ludzi, którzy bezinteresownie pomagają chorym w najtrudniejszych chwilach. Którzy ofiarują pomoc fizyczną i dzielą się serdecznością i sercem z bezradnymi i chorymi. Nie sądziłam, że aż tylu młodych ludzi podejmuje się tej trudnej opieki. Ale i takich w dojrzałym wieku jest wielu. Zarówno mężczyźni jak i kobiety. Muszą to być wyjątkowe osobowości.

Miło było śpiewać dla nich. Serce za serce. I reakcja słuchających potwierdziła, że się udało. Sprawiliśmy im dużą przyjemność. Zespół zrobił spore wrażenie i bardzo się podobał mimo, że śpiewaliśmy a capella, bo pianino z jakiegoś powodu się rozregulowało. A może to nawet sprawiło, że taki śpiew wydobył całą głębię dźwięków i był jeszcze bardziej atrakcyjny.

Po koncercie zaproszono nas na poczęstunek , który poprzedziła wspólna modlitwa i dzielenie się opłatkiem. Ciasta wyśmienite, chyba po części własnego wypieku, serdeczna atmosfera towarzyszyła przez kilka jeszcze chwil spotkania.

 A oprócz tego  mamy już za sobą koncert ” Piosenka przypomni ci…”  w Mazowieckim Instytucie Kultury, „Najpiękniejsze kolędy znane i nieznane” w Bemowskim Centrum Kultury Art.Bem, program z lekkimi piosenkami w Klubie Kultury Saska Kępa na VI edycji Senioraliów i na zakończenie karnawału z okazji tłustego czwartku, „Będzie, będzie zabawa…”   w DK „Orion”.

Teraz przygotowujemy kolejne programy, bo zaproszeń jest dużo, a czasu mało, wiec ćwiczymy intensywnie.

Ostatnio byłam chora i najbardziej  brakowało mi tych prób i spotkań z zespołem.

A poniżej link , który przeniosłam z FB ze strony organizatora I Międzynarodowego Festiwalu Poloneza w którym brał udział nasz zespół Ale Babki Plus. W kategorii Zespoły, otrzymaliśmy I miejsce.

<iframe width=”474″ height=”267″ src=”https://www.youtube.com/embed/KlaU2damXWE” frameborder=”0″ allowfullscreen></iframe>

W RYTMIE TANGA

IMG_0004mm inny

Oj, tanecznie było dzisiaj w Wesołym Salonie. To już 42 artystyczna impreza w tym uroczym miejscu, do którego tak zaprasza wszystkich satyryk Zbigniew Kurzyński

„Chcesz się w niebanalnych ludzi znaleźć gronie,
bywaj Przyjacielu w Wesołym Salonie.”

Tym razem do Wesołej przybył aż z Krakowa Witold Korczyński autor pierwszych, polskich tekstów napisanych do muzyki tanga. Opowiadał o historii utworów, o ciekawych szczegółach z życia ich twórców i zwyczajach towarzyszących tej muzyce, a w salonie , dla podkreślenia dzisiejszego klimatu, dominowała czerń i czerwień. Niektórzy nawet dla podkreślenia okazji, sączyli z pucharów czerwone wino.

IMG_0028fot. A. Kulesz

Renata Kozerska przywitała gości w spódniczce koloru karminowych ust tancerek, którą na tę okazję sama sobie uszyła.

IMG_0016fot. A. Kulesz

Pan Witold mówił i śpiewał na przemian, a my zasłuchani wpatrywaliśmy się w parę tancerzy, którzy udowadniali, że na maleńkiej powierzchni też można tango zatańczyć.

IMG_0029fot. A. Kulesz

 A Boguś Wtorkiewicz, poeta, satyryk, plastyk, karykaturzysta, projektant mody, zatopił się w zadumie wśród ciast, ciasteczek i innych frykasów przyniesionych przez bywalców spotkań, nad tekstem do Kroniki Salonu. Bo zwyczaj jest taki, że każdy przynosi to co lubi, a potem wybiera też co lubi. Pełna samoobsługa i wszyscy czują się jak u siebie.

 

ZUPA DYNIOWA Z NUTĄ POMARAŃCZY

Okrasa łamie przepisy i ja też to robię, bo codzienne gotowanie wręcz narzuca konieczność zmiany w przepisach, żeby rodzina miała urozmaicenie i… eksperymentalne niespodzianki, które nie zawsze wzbudzają zachwyt.

Dzisiaj chciałam odpocząć od gotowania zupy, ale przegrałam z uzależnieniem domowników, dla których musi ona być bez względu na to jak atrakcyjne jest drugie danie.
Może i racja, bo staram się, żeby była pełna aromatycznych warzyw , ziół i odpowiednich przypraw, które leczą , łagodzą wszelkie dolegliwości, a jak trzeba chłodzą, albo rozgrzewają. Niezastąpiona dla dzieci i dziadków, oczekiwana przez nas, czyli tych w kwiecie wieku.
Staram się robić za każdym razem inną, ale bywa, że pomysły się wyczerpują, wtedy robię przegląd w zamrażarce , wyciągam jakieś stare, babcine przepisy i zestawiam swoją recepturę.
Dzisiaj wyciągnęłam woreczek z dynią , której mam zawsze zapas z jesieni. Obieram , kroję w kostkę i w zimie jak znalazł. I skoro „znalazł”, to zdecydowałam, że będzie zupa dyniowa. Często łączę ją z kalafiorem co daje wyśmienity smak, ale dzisiaj miałam ochotę coś zmienić.

Zrobiłam ją na maśle dodając trochę Warzywka (unikam jak ognia glutaminianu sodu, który jest w składzie, ale raz na jakiś czas, odpuszczam). Wrzuciłam trzy marchewki, dwie duże pietruszki (nie pasternak, który często ją udaje, „Tańcowała ryba z rakiem, a pietruszka z pasternakiem…”), duży ząbek czosnku (tylko polski, bo jest soczysty i pachnący), świeżo zmielony czarny pieprz, oregano (to dla zięcia, bo uwielbia), mielony kminek i odrobinę curry. Wkroiłam około pół kilograma ziemniaków i jak warzywa się ugotowały, to marchew i pietruszkę rozdrobniłam widelcem, a do całości dodałam jeszcze otartą skórkę z pomarańczy, którą przed tarciem należy dokładnie umyć i sparzyć wrzątkiem. Ścieram tylko pomarańczową część bez białego i dodaję stopniowo szczyptami, bo zbyt intensywny zapach może zniweczyć wysiłki na osiągnięcie oryginalnego efektu końcowego. Bo to ma być tylko nuta pomarańczy jak delikatne muśnięcie wiosennego wiatru.
Osobno ugotowałam maleńkie kładzione kluski z kaszy kukurydzianej, które dokładam już na talerzu, żeby się wcześniej nie rozpaćkały. To była prawdziwie świąteczna, niedzielna zupa. Moja synowa była zachwycona, a to chyba najwyższa ocena jaką mogłam uzyskać.

IMG_0005 ten

„Goście weszli w porządku i stanęli kołem.Podkomorzy najwyższe brał miejsce za stołem; Z wieku mu i z urzędu ten zaszczyt należy. Idąc kłaniał się starcom, damom i młodzieży; Obok stał Kwestarz; Sędzia tuż przy Bernardynie. Bernardyn zmówił krótki pacierz po łacinie, Podano w kolej wódkę, zaczem wszyscy siedli I chołodziec litewski milczkiem żwawo jedli”(Wieszcz) 

A może jedli właśnie zupę dyniową, a nie chołodziec…

W przepisie nie ma soli, ale to nie przez zapomnienie. Akurat w tej zupie jest słone Warzywko, jednak wszystkie inne gotuję bez soli, regulując smak ziołami i przyprawami. Doskonale nadaje się do tego estragon, ale nie zawsze pasuje.
Soli jest we wszystkich kupnych produktach tak dużo, że unikam jej chociaż w tym co robię sama. Organizm tak szybko się od niej odzwyczaja, że po kilku dniach wędlina ze sklepu wydaje się tak słona, że trudno ją przełknąć. A może się nie wydaje, tylko taka jest.

SNY MALOWANE czyli mój sposób na (do)życie