Archiwa tagu: kawa w Albanii

ALBANIA CZĘŚĆ IV – LUDZIE I KAWA

Kawa w Albanii jest wszechobecna od rana do nocy. To najważniejszy napój. Jest tania, a czy ma jakiś szczególny smak? Chyba nie. To raczej tradycja nadała jej znaczenie. Przy niej się spotyka rodzina przyjaciele, przy niej załatwia się ważne sprawy, interesy. Można powiedzieć, że pełni funkcję narodowej instytucji, jest rytuałem, fundamentem życia społecznego. Porównuje się ją nawet, w pewnym sensie, do religii i podobno dziesięć filiżanek dziennie, to norma.

My jesteśmy przyzwyczajeni do picia jej niemalże w biegu, jako przystanek, jako przerywnik w zajęciach, a w Albanii pije się ją specjalnie, żeby posiedzieć i spędzić razem więcej czasu. Ma to trwać jak najdłużej. Odmowa zaproszenia nie jest dobrze widziana. Nas nikt nie zapraszał, więc w biegu popiliśmy po polsku deser i biegiem dalej. A deser nie zaskoczył, bo był to nasączony syropem chlebek na dnie pucharu, na nim budyń jak z PRL, bo chyba na wodzie i pierzynka z bitej śmietany.

Ludzie wszędzie bardzo sympatyczni, grzeczni, choć nie wylewni. Niestety bariera językowa ogromna. Widać, że obie strony chcą bardzo, ale kończy się to tylko na uśmiechach. Są chyba otwarci, bo kilka osób na ulicy,

w sklepie, zapytało mnie czy „polaka”. to nawet ciekawe, bo ja raczej nie mam urody typowo słowiańskiej. Skąd więc takie skojarzenie? Może nas po prostu lubią 😉

Chodziłam sporo sama i czułam się naprawdę bezpiecznie, nawet w miejscach gdzie nie było nikogo. A nie było, bo październik to już czas po sezonie. Na bazarku był większy ruch. W butelkach plastikowych rakija, oliwa nie tylko z oliwek, miody, zioła, warzywa świeże, ale i suszone prasowane figi. Jakoś nic nie wybrałam.

Było ciekawie, ciepło, słońce opalało bezboleśnie od razu na brąz i to mi się bardzo, bardzo podobało. Spacery nad Morzem Jońskim, w ciszy, na powstającej dopiero promenadzie będę bardzo mile wspominała.