NOK – WIOSENNY KONCERT

 

********************

AUTOR  ZDJĘĆ  WŁODEK KULESZ

Rewelacyjny wiosenny koncert odbył się wczoraj w NOK. Artyści zespołu wokalnego WYŻYNY pod kierownictwem Antoniny Kokszar, przywitali widownię odśpiewanym Polonezem Rycerskim, a następnie ruszyli do tańca przy dźwiękach wspaniałego poloneza Wojciecha Kilara wprawiając przybyłych gości w zachwyt i… wzruszenie.Koncert był bardzo urozmaicony. Żywiołowe polki przeplatane nastrojowymi piosenkami o wiośnie i dawnymi starej Warszawy. W rytm tanga, twista i walca tańczono na scenie i przed sceną porywając widzów do wspólnej zabawy. Na zakończenie goście i artyści zaśpiewali razem „Niech no tylko zakwitną jabłonie…” powtarzając tę piosenkę na bisy.

**************

Po pobycie w szpitalu nie odzyskałam jeszcze na tyle siły, żeby wystąpić z zespołem, ale kibicowałam z widowni i całym sercem wspierałam artystów.

******

TAK SOBIE ODPOCZYWAM…

Tak sobie jeszcze odpoczywam po pobycie w szpitalu i tak mi brakuje ruchu i śpiewania. Zbliża się koncert w którym miałam brać udział, a nie wiem nawet czy będę miała siłę uczestniczyć jako widz.Pozostała mi tylko pamiątka w formie zdjęć z sesji  przed koncertem  i sukienka na wieszaku, której nie będę miała okazji założyć. Nie lubię bezczynności i tak sobie myślę, że chciałabym teraz dogonić ptaki i patrzeć z góry na tę piękną zieloną wiosnę, która w końcu zdecydowała się przyjść.

olej na płótnie Anna Kulesz

Wokół przyroda budzi się do życia. Uwielbiam ten moment, kiedy rozwijają się listki, a drzewa i krzewy bogato kryją  kwiaty. Patrzę na to tak, żeby tłem było niebieskie niebo. Najcudowniejszy widok, rajski niemal.

fot. Anna Kulesz

 

Autorką następnego zdjęcia kwiecistej wiosny jest Grażyna Zwardoń, moja serdeczna koleżanka z zespołu Wyżyny, która też lubi fotografować  jak widać, z dobrymi efektami.

 

 

 

 

 

JAK W LEŚNEJ GÓRZE

 

fot. Anna Kulesz

Generalnie wszyscy narzekamy na usługi medyczne w kraju. Mamy powód, bo lekarzy i pielęgniarek mało, a pacjentów coraz więcej. Kiedyś po porady zgłaszali się ciężko chorzy, inni , nieświadomi swoich chorób, po prostu nie zdążali i  kończyli ziemską wędrówkę obywając się bez lekarzy. Obecnie świadomość jest dość duża, wyłączając tych, którzy narażają siebie i bliskich  na zachorowania świadomie, choćby nie szczepiąc się p/poważnym chorobom. Pacjentów jest bardzo dużo, a lekarzy mało i cudu nikt tu nie dokona, bo możliwości ograniczone.

Mnie medycyna, budowa i funkcjonowanie organizmu interesuje od wczesnej młodości, a profilaktykę uważam za podstawę zdrowego życia. Nie wszystkiego da się uniknąć, ale dzięki badaniom kontrolnym można wcześnie wykryć zagrożenie i  podjąć skuteczne leczenie. Tak się stało w moim przypadku. Musiałam poddać się operacji, ale dzięki szczepieniom p/grypie od kilkunastu lat w ogóle nie choruję , więc organizm jest silny i świetnie zniosłam zabieg dochodząc bardzo szybko do pełnej sprawności.

W szpitalu luksusów socjalnych nie było, ale była serdeczność personelu, uśmiech, wyczerpujące odpowiedzi na każde pytanie i rzetelne informacje. To dużo ważniejsze. Jedzenie skromne, ale przygotowywane na miejscu, świeże i bardzo smaczne. Najważniejsze, żeby umieć ciszyć się i doceniać to co istotne.

 

SNY MALOWANE czyli mój sposób na (do)życie