DMUCHAWCE LATAWCE WIATR

Kolejne rewelacyjne zdjęcie Wojtka Drzyżdżyka.

To „Owoc sałatnika leśnego (Mycelis muralis) wygląda jak dron z pięcioma śmigłami. Wkrótce każde z nasion odleci niesione swoim własnym „śmigłem” z napędem wiatrowym.” Tak napisał na FB autor kolejnego niezwykłego zdjęcia, a mnie te delikatne piórka przypomniały nieco bujniejsze, ale identyczne, nasiona dmuchawca, które zaistniały w moim wierszu. Choć roslinka Mycelis muralis rożni się od popularnego mniszka lekarskiego, to w efekcie przekwitania nasionka mają takie same „smigła”.

fot. W. Drzyżdżyk

dmuchawce latawce wiatr
Anna Kulesz

pamiętała letnie spacery
pachnące ziołami i trawą
i tę dróżkę przez łąki
gdzie mniszek się puszył
dojrzałością owoców

w rozetach liści smukłe łodygi
zwieńczone białymi kulami
stały na baczność jak lampiony
w ozdobnych uchwytach

najeżone dmuchawce
gubiły piórka z nasionami
które porywał wiatr
zawieszał na krzewach
albo unosił jak latawce
w odległe strony

wspomnienia straciły ostrość
trawy zarosły ścieżkę niewypowiedzianych emocji
i ciepła splecionych dłoni
a dmuchawce pojawiają się jak wtedy

POMNIK LEGIONISTÓW – JASTKÓW

Przełom lipca i sierpnia to rocznica bitwy (31 lipca – 3 sierpnia 1915)  pod Jastkowem. Wydarzenie i miejsce było i jest  ważne również dla mojej rodziny, której korzenie związane są z Lublinem. Jakoś niewiele jest informacji o tej bitwie. Może dlatego, że nie odnieśliśmy w niej zwycięstwa nad Rosjanami, choć i tak pogoniliśmy im  kota, kiedy opuszczali ziemie dawnego Królestwa Polskiego. 12 km na północny zachód od Lublina, w okolicy Jastkowa, Rosjanie utworzyli linię obrony, którą próbowała przełamać I Brygada Legionów oraz 4. pułk piechoty dowodzony przez ppłk. Bolesława Roję. Coś jednak poszło nie tak i nastąpił zgrzyt miedzy ppłk Roją, a głównym dowodzącym  Józefem Piłsudskim. Piłsudski miał pretensję, że brawurowo dowodzący Roja doprowadził do śmierci zbyt wielu legionistów. Mimo tego nastąpiło trwałe braterstwo pomiędzy żołnierzami I Brygady i 4. pp.(„czwartakami”), a w mojej rodzinie lubelskiej wizerunek Piłsudskiego miał zawsze honorowe miejsce, choć było to oficjalnie zabronione.

W moim archiwum jest kilka zdjęć rodzinnych z maja 1931 roku  przy pomniku poświęconym poległym legionistom., który odsłonięto  w 15 rocznicę bitwy, z udziałem prezydenta Ignacego Mościckiego.  

Cmentarz wojenny utworzony tuż po bitwie, zrewitalizowano dopiero w roku 2019.

FOSFORESCENCJA – JULIA BAIRD

Po imieninach książek znowu przybyło. Nowe, więc budzą ciekawość. Jest słonecznie i w miarę spokojnie, więc wybieram tę, która może być trudna. W podtytule „…mroczne chwile…, więc nie będzie wesoło, ale książki tak jak życie, opowiadają o wszystkim. Przeczytałam kilka zdań z początku, kilka ze środka, co robię zawsze przy wyborze lektury. Okładka mnie nie interesuje. Może jej w ogóle nie być, choć niektórzy tym własnie się kierują.

Jest prawie czwarta. Latarnie jeszcze nie pogasły. Lubię wstawać rano o wschodzie słońca, albo tuż przed. Zanim w domu zacznie się ruch, mogę zagłębić się w czytaniu… ciekawość rozpiera.

po przeczytaniu

Z trudem przebrnęłam przez 111 stron nie ujmując książce, bo to wyłącznie moje odczucie. Nie lubię opisowych treści w których autor cytuje fragmenty z różnych publikacji, badań, odczytów etc. a tego jest bardzo dużo.

Naturoterapia, opisy przyrody i na ten temat rozważania. Przyznaję się, że pewne fragmenty opuszczałam i robiłam spore przerwy w czytaniu, ale drugi rozdział był zaskoczeniem. Miałam wrażenie, że otwieram  inną książkę. Co prawda akcji żadnej nie ma, ale forma i treść dużo mi bliższa. Ciekawe spostrzeżenia, ciekawe rozważania. To pewnego rodzaju poradnik, bardzo cenny na dzisiejsze czasy. Cenny dla osób, które nie radzą sobie z problemami, które nie znajdują wyjścia z trudnych sytuacji. Autorka podsuwa bardzo cenne rozwiązania, opierając je na skierowaniu uwagi na innych, a mniejszym skupianiu się na sobie. Wskazuje jak cenna jest w takich sytuacjach przyroda, jak dostrzegać drobne cuda, które dzieją się w naszym życiu każdego dnia i jak czerpać z tego radość. Sugeruje rozwijanie pasji i akceptację siebie.

Warto przeczytać, bo książka bardzo cenna, ogromna praca autorki dużo ciekawych rozważań na temat religii, feminizmu. Ja nie odkryłam tu niczego nowego, ale są osoby, którym może bardzo pomóc.

SNY MALOWANE czyli mój sposób na (do)życie