ZAMKI BAWARII – MIGAWKA

Wycieczka trwała sześć dni dograna w szczegółach przez Biuro Podróży ARTUR. Było rewelacyjnie. Zwiedzanie intensywne, ale dopasowane do możliwości najsłabszych w grupie. Upały każdego dnia i sporo chodzenia, ale wody nie brakowało, więc i to nie sprawiało żadnego kłopotu. Pokonaliśmy w sumie 3000 km, z tego zrobiliśmy na piechotę 60 km,

zjedliśmy ponad 40 kg golonki po bawarsku, czyli więcej niż jest złota w jednej z rezydencji Ludwika II i wypiliśmy ok 50 litrów piwa. Śmiechu nie da się w żaden sposób zmierzyć, ale efekty jego terapeutycznej mocy na pewno każdy już odczuwa.

Jest ciągle gorąco, więc trudno siedzieć przy komputerze, dlatego na razie tylko przedsmak tego co  widzieliśmy i wypiliśmy, bo Bawaria, to zamki, ale przede wszystkim piwo i wino  😉 . Tam  można poruszać się jedno- i dwuśladami z określoną ilością promili we krwi, czym nie jestem zainteresowana, więc nie pamiętam dopuszczalnej granicy. Produkują dużo, więc muszą mieć kiedy to wypić, a piwo jest bardzo tanie. Nasze brzuchy takich ilości tego złocistego napoju nie wytrzymują.

*

Do tej sutej kolacji przygrywała nam bawarska muzyka.

Tak grała, tak grała, że nogi same chodziły, ale z naszych tańców jest tylko filmik na kamerze kierownika wycieczki. Przedtem jednak zawodowa para tancerzy dała wspaniały występ.

Zaczęłam swoją relację od jedzenia, więc jeszcze jeden popularny przysmak w postaci  małych wieprzowych kiełbasek z sałatką ziemniaczaną albo z kapustą, podawany na specjalnych metalowych tackach o kilku różnych kształtach.

*

Wymiar i skład kiełbasek  jest ściśle przestrzegany, ale przyprawy każdy wytwórca może dodawać według swoich fantazji i pomysłów, dlatego w różnych miejscach mają one nieco inny smak. Nie jestem koneserem, więc dla mnie równie dobre i podobne w smaku są polskie z Wierzejek.

Kolejny wpis będzie o zamkach.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.