Wszystkie wpisy, których autorem jest Anna Kulesz

SNY

Sny, to ważna część mojego życia. Bywają zapowiedzią czegoś, ostrzeżeniem, albo wyrzucam je z pamięci tuż po przebudzeniu, bo są zlepkiem zapisanych przez podświadomość, doznawanych w ciągu dnia, emocji. Takie są moje wnioski po wieloletniej analizie. Tak, wieloletniej, bo zainteresowały mnie dawno temu dość sensowną treścią i barwami. Śnię zawsze kolorowo i bawi mnie, zaskakująca w nich zmiana sytuacji, niebanalne ubrania i przestrzeń która jest połączeniem realizmu z elementami fantazji. Byłam bardzo ciekawa co myślał na temat snów Sigmund Freud i nie tylko nabyłam jego książkę, ale zaglądam do niej dość często. Natomiast senniki okazały się prawie bezużyteczne, bo są zbyt ogólnikowe. Interpretację każdy musi sam wypracować.

Dla mnie bardzo często sny są inspiracją do tworzenia. Tak powstał wiersz i do niego obrazek, który stworzyłam komputerowo przetwarzając dwa namalowane wcześniej.

Z cyklu  SNY

Anna Kulesz wrzesień 2015

sen pierwszy

w atramentowej głębi

zatrzaskuję powieki jak bursztynowe wieko skrzyni

pełnej skarbów minionego dnia

Morfeusz zaprasza do wędrówki w podświadomość

przywołując postacie z przeszłości

obrazy przenikają się i nakładają

w mlecznej nieostrości

jak na obrazach  Chagalla

tworząc nierealne kształty

ekspresyjną zielenią i czerwienią podsycane

słychać urywane rozmowy, śmiech i szepty

twarze przybliżają się  i oddalają,

 by po chwili zniknąć  w zawirowanej przestrzeni

która szarpie mnie i huczy w uszach

jak dzwony złotogłowej cerkwi

otwieram oczy… świta.

DAWNIEJ BYŁO INACZEJ

Siedzę w domu. Zrezygnowałam z trzeciej dawki, bo złapałam jakiegoś wirusa. Zabrakło kilku dni w pełnym zdrowiu. Niby nic, ale nie zaryzykuję szczepienia przy najmniejszej nawet infekcji. Niestety , miałam w ciągu ostatniego tygodnia kontakt z usmarkanymi i kaszlącymi  osobami w autobusach, które nawet prosiłam o założenie maseczek. Spoko, wszyscy się dostosowali, ale widocznie była to musztarda po obiedzie. Chłonę jak gąbka. No trudno. Odwołałam szczepienie, żeby skorzystał ktoś inny, ale o przesunięciu na styczeń , a nawet luty, nie ma mowy. Muszę szukać w innych miejscach.

A na razie mam czas na uzupełnianie Sagi Rodzinnej, więc buszuję w starych albumach. Dawniej to były zimy. Tata zabierał mnie prawie codziennie na spacery do lasu za miasto. Uwielbiałam te szalone zabawy na śniegu. Zjeżdżaliśmy z górki na sankach, liczyliśmy wagony towarowe w przejeżdżających niedaleko pociągach i brnęliśmy w śniegu po kolana,  a do domu nie chciało się wrac