FOSFORESCENCJA – JULIA BAIRD

Po imieninach książek znowu przybyło. Nowe, więc budzą ciekawość. Jest słonecznie i w miarę spokojnie, więc wybieram tę, która może być trudna. W podtytule “…mroczne chwile…, więc nie będzie wesoło, ale książki tak jak życie, opowiadają o wszystkim. Przeczytałam kilka zdań z początku, kilka ze środka, co robię zawsze przy wyborze lektury. Okładka mnie nie interesuje. Może jej w ogóle nie być, choć niektórzy tym własnie się kierują.

Jest prawie czwarta. Latarnie jeszcze nie pogasły. Lubię wstawać rano o wschodzie słońca, albo tuż przed. Zanim w domu zacznie się ruch, mogę zagłębić się w czytaniu… ciekawość rozpiera.

po przeczytaniu

Z trudem przebrnęłam przez 111 stron nie ujmując książce, bo to wyłącznie moje odczucie. Nie lubię opisowych treści w których autor cytuje fragmenty z różnych publikacji, badań, odczytów etc. a tego jest bardzo dużo.

Naturoterapia, opisy przyrody i na ten temat rozważania. Przyznaję się, że pewne fragmenty opuszczałam i robiłam spore przerwy w czytaniu, ale drugi rozdział był zaskoczeniem. Miałam wrażenie, że otwieram  inną książkę. Co prawda akcji żadnej nie ma, ale forma i treść dużo mi bliższa. Ciekawe spostrzeżenia, ciekawe rozważania. To pewnego rodzaju poradnik, bardzo cenny na dzisiejsze czasy. Cenny dla osób, które nie radzą sobie z problemami, które nie znajdują wyjścia z trudnych sytuacji. Autorka podsuwa bardzo cenne rozwiązania, opierając je na skierowaniu uwagi na innych, a mniejszym skupianiu się na sobie. Wskazuje jak cenna jest w takich sytuacjach przyroda, jak dostrzegać drobne cuda, które dzieją się w naszym życiu każdego dnia i jak czerpać z tego radość. Sugeruje rozwijanie pasji i akceptację siebie.

Warto przeczytać, bo książka bardzo cenna, ogromna praca autorki dużo ciekawych rozważań na temat religii, feminizmu. Ja nie odkryłam tu niczego nowego, ale są osoby, którym może bardzo pomóc.

WAKACJE Z KSIĄŻKĄ

Wielkie wyjazdy wakacyjne, to już przeszłość. Morze najczęściej oglądam teraz na zdjęciach przy okazji powrotu do wspomnień, ale nie jest to powód do zmartwienia, bo każdy czas ma swoje dobre strony i można go przetworzyć na coś miłego i pożytecznego. Siedzenie w domu w czasie upałów jest okazją, żeby nadrobić zaległości w czytaniu. Książek przybywa, rosną ich sterty w różnych miejscach i na półkach miejsca brak, tak jak czasu na ich czytanie.

Rześki poranek godzina 5.00, cudowny chłód 19 stopni C. Wybieram “Ziemię Boga w 20 tajemnicach”, autor Paul Badde. Na razie przyjemnie na dworze.

Kolo siódmej pozamykam wszystkie okna i do 20.00 utrzyma się  w domu miła temperatura.

Nie jestem czytelnikiem, który czyta wszystko  jeśli już zaczął. Odrzucam wiele książek po kilku, czy kilkunastu stronach, a nawet kilkudziesięciu, jeśli mnie nie porwie. Tematyka może być każda, ale musi  obudzić moją ciekawość, zachęcić stylem.

Ta książka zaciekawiła już na początku. Autor, który ma swoje zdanie i odważnie je wypowiada wbrew temu co narzuca “moda”, zapewne ma wiele do powiedzenia. Widać, że jest błyskotliwy, ma trafne porównania i dużą lekkość pisania, a zapewne i poczucie humoru. Lubię to. Już pierwszy fragment mnie zaintrygował:

“Od kiedy ludzie chodzą na dwóch nogach, zawsze się modlili. W ostatnim jednak stuleciu w Europie komuś, kto modli się publicznie (a nie jest papieżem), już niemal szykuje się miękką, wyściełaną izolatkę, ewentualnie kwituje się jego postawę uśmiechem politowania. Nie jest jasne, jak do tego doszło, i nie tym będziemy się zajmować. Czy może ktoś w tym czasie odkrył wielkie Nic poza wszystkim co istnieje, i dowiódł obecności tego Niczego? Chciałbym zobaczyć tego odkrywcę. Modlitwa uchodzi za obciach, nie modlić się – to postawa oświecona i inteligentna, a opowiadać o modlitwie – to coś obscenicznego. A przynajmniej jest to równie nienowoczesne jak u nazistów albo Sowietów. Bezrefleksyjnie trzymamy się tej części światopoglądu grup operacyjnych SS i enkawudzistów strzelających w tył głowy. Nie jest żadnym problemem zrelacjonować szczegółowo wizytę w burdelu. Opowiedzieć z detalami parkową przygodę z chłopaczkiem? Ależ proszę bardzo! Ale na temat dialogu z Bogiem dżentelmeni milczą z taką samą powściągliwością, jak gdyby to miało być coś jak rozmowa biednej matki ze zmarłym ojcem albo gadanie do ściany. Osobiście też wolałbym uniknąć opowieści o tym, bo wierzącym z mojego pokolenia ciekawsze wydawało się odgrywanie rewolucji (ale z prawdziwymi trupami), pielgrzymowanie do Indii, śpiewanie “Hare Kryszna” i przebieranie się w czerwone szaty, przechodzenie na islam albo na judaizm, zmienianie sobie płci w Tangerze. Można pozwolić zazdrosnemu mężowi zastrzelić się w łóżku jego żony, ale – wielkie nieba! – nie uchodzi dać się nakryć niczym własna babka na starych szlakach pielgrzymich z różańcem w ręku”.

Co będzie dalej? Jeśli okaże sie rzeczywiście ciekawa, to wieczorem, no może jutro rano, bo ma ponad 300 stron, będzie przeczytana.

PO PRZECZYTANIU

Intuicja nie zawiodła. Jeśli książka chwyci na początku, to na pewno będzie ciekawa. Ta jest wręcz fascynująca, niezwykła i doskonale napisana. Jest rodzajem przewodnika, przewodnika wyjątkowego, który trzyma w napięciu. Autor Paul Badde to  jeden z najbardziej znanych dziennikarzy niemieckich, autor m. in. bestsellerów “Boskie oblicze” i “Twarzą w twarz”.

 O moim pierwszym wrażeniu wspomniałam wcześniej i zakładałam, że w ciągu dwóch dni będę po lekturze. Okazało się, że “Ziemia Boga…” to książka, która zmusza, by zatrzymać się po każdym krótkim fragmencie. Wywołuje wzruszenie, skłania do refleksji, spojrzenia na mapę, a nawet wyszukania zdjęć w sieci. To podróż po miejscach gdzie bywał Chrystus, wpleciona w opis Tajemnic Różańca ze szczegółami, których ja nie znałam. Przeżyłam dziesiątki lat, a nigdy też nie zdarzyło mi się tak realnie poczuć klimatu Ziemi Świętej gdzie łączą się wydarzenia Starego i Nowego Testamentu, a obecnie religia ściera się z polityką, a kultura chrześcijańska z kulturą arabską. Badde pisze też o zwykłych ludziach o miejscach do których nie trafiają wycieczki, dzieli się swoimi emocjami. Ta książka to więcej niż prywatny  film. Ona przenosi w tamte czasy tak realnie, że znika wszystko to co dzieje się obecnie, a napisana jest zupełnie inaczej niż znane mi książki religijne. Zawiera wiele interesujących szczegółów, również związanych z Papieżem Janem Pawłem II i nie tylko.

Książka mnie zmieniła.  Widzę zupełnie inaczej modlitwę różańcową, inaczej odczuwam to co wydarzyło się dwa tysiące lat temu, a “Ziemia Boga…” na zawsze ma stałe miejsce na półce mojej biblioteki jako niezwykle cenna pozycja do której na pewno będę wracała.

SZKOŁA ŻYCZLIWEJ WYOBRAŹNI

Czy empatię można w sobie rozwinąć? Czy ludziom z empatią łatwiej żyć? Czy chroni ona przed depresją? Odpowiedzi  na te i podobne pytania można było usłyszeć na konferencji podsumowującej działania Szkoły Życzliwej Wyobraźni,

której twórcą jest Łukasz Szewczyk prezes Stowarzyszenia Warsztaty Filmowe COTOPAXI i w której miałam przyjemność uczestniczyć 13. lipca. Spotkanie odbyło się w budynku Domu Towarowego Braci Jabłkowskich przy kontrowersyjnym betonowym pl. Pięciu Rogów.

Zaprezentowano rezultaty badań na ten temat, przeprowadzonych przez naukowców z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, po czym wywiązała się interesująca  dyskusja.

Była to też okazja, żeby  poznać nowych uczestników  COTOPAXI i spotkać tych, z którymi  znajomość przerodziła się już  w przyjaźń.

Wszystkie chwile spędzone z COTOPAXI dzięki Adzie Gąsce i Łukaszowi Szewczykowi są wyjątkowo cenne.Ogromna kultura, szacunek do drugiego człowieka i szacunek do odmiennych poglądów dominuje na każdym spotkaniu.

Na koniec wspólne zdjęcie, mały poczęstunek i chwila prywatnej rozmowy przy kawie.

SNY MALOWANE czyli mój sposób na (do)życie