SŁOWIANKA cz. 7 w rzymskiej łaźni

Gości przyjęto rzymskim obyczajem w łaźni. Miszka, jako raczej obyty ze słowiańską banią, a nie znający reguł korzystania z rzymskiego przybytku, chciał od razu śmignąć szczupakiem w szmaragdową toń obszernego basenu z marmurową obmurówką, ale młodzieniec powstrzymał go w porę. Przeto zdał się na łaziebną służbę i zrezygnowany pozwalał się szorować, skrobać, namaszczać i wycierać, prowadząc w tym czasie z gospodarzem obowiązkową pogawędkę o niczym. Wreszcie, po wyjściu z caldorium, owinięci w prześcieradła, zasiedli wszyscy trzej na tarasie z widokiem na morze, a cienia dostarczało płócienne zadaszenie. Przyniesiono wino i wodę w oszronionych naczyniach z kryształu z Sidonu, figi, daktyle, świeże owoce i wschodni specjał – miód z makiem. Był także serbet sporządzony ze śniegu przywiezionego z górskich szczytów oraz soku brzoskwiń.

– Cóż cię do nas sprowadza, Heraklesie, jeśli pozwolisz mi być ciekawym. Czy mogę ci w czymś pomóc? – zapytał bogacz bardzo uprzejmie. Miszka opowiedział historię całej trójki, przezornie pomijając fakt służby u króla Heroda.
– Pragniemy wrócić do stron rodzinnych, przeto trzeba nam sprzedać dobytek i znaleźć miejsce na okręcie udającym się na północ Hadriatyku. – zakończył.
– Jak już powiadałem temu oto Mikrosowi – rzekł gospodarz. – Mam ci ja kilka statków handlowych. Niezadługo zbrojna nawa z ładunkiem purpury odpływać będzie do stolicy Cesarstwa. Jeżeli chcecie, zaokrętujcie się na nią i w kilka miesięcy będziecie w krainie Italów.

CDN

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.