Zostałam zaproszona przez Towarzystwo Przyjaciół Józefowado DNiS Willi Frankówki na Andrzejkowy wieczór z poezją, muzyką i śpiewem.
Najważniejsi byli solenizanci, Andrzej Krzysztof Malesa i Andrzej Pawłowski, którzy zaprezentowali swoje wiersze na samym początku.
a ja obdarowałam ich okolicznościową laurką.
Kolejne osoby to Anna Mikos, Anna Kulesz, Monika Szymczakowska, Sława Kornacka.
Recytacja części utworów Elżbieta Budrewicz, a oprawa muzyczno -wokalna Magdalena Piłka. Własne kompozycje i piękny sopran.
Wieczór podsumował swoją poezją prowadzący spotkanie Bernard Jan Belka „Ben” i opiekun wydarzenia, prezes Towarzystwa Przyjaciół JózefowaRobert Lewandowski.
Z przyjemnością przyjęłam zaproszenie z Powiatowej Biblioteki Publicznej na spotkanie autorskie promujące mój pierwszy tomik. „Pierwszy tomik, to jak pierwsze dziecko” – powiedzieli moi wydawcy czyli Ewa i Kazimierz Żarscy.
Każde spotkanie z życzliwymi osobami to wyjątkowe przeżycie. Nie jest istotne czy to widownia na występach, czy miłośnicy pisania lub malowania, bo zawsze jest to wybuch dobrej energii, serdeczności, a nawet spokoju i ciepła.
I bardzo ważna jest muzyka. Nie wyobrażam sobie bez niej życia, ani spotkania, dlatego zaprosiłam na nie skrzypka. Takie brzmienia wydały mi się najbardziej odpowiednie do wierszy z tomiku.
Oleksi Zirka zagrał m. in. utwory Mozarta, Roberta Stevena, Schuberta i Vivaldiego, a między nimi przyjaciele Beata Kazikowska
i Bernard Belka (Ben)
interpretowali wybrane wiersze. Najmłodsza uczestniczka Ola Kulesz przeczytała „obrus dla babci”.
Przesympatyczne spotkanie, dzięki niezwykle operatywnej i serdecznej Pani Dyrektor Annie Bielickiej, jej pracownikom i moim cudownym Gościom pozostanie na długo w pamięci. Sygnały od tych, którzy z ważnych powodów nie mogli uczestniczyć i tych, którzy ze mną byli, świadczą o tym, że wydarzenie było ważne dla nas wszystkich.
Często słyszę pytanie co mi sprawia większą przyjemność; malowanie czy pisanie. Nie potrafię wybrać, bo zależy to od nastroju. Kiedy chcę się wyciszyć, uciec od otaczającej agresji, zawiści, wulgarności, to tworzę kapsułę ciszy w której zamykam się z farbami i rozkoszuję tworzeniem na płótnie czy kartonie. Snuję wtedy wewnętrzne opowiadania, zamykam się z myślami. A kiedy coś mocno przeżywam, przeciw czemuś buntuję się, to odkręcam zawór bezpieczeństwa i wyrzucam emocje w formie wierszy. Poezja powstaje zawsze w efekcie jakiegoś bodźca, jednego nawet słowa, które możne zainspirować i dać początek, a potem są poprawki i rozwinięcie.
Kiedyś zapytano mnie czy więcej czasu potrzeba na napisanie wiersza czy na obraz. Tutaj też nie mam odpowiedzi, bo wiersze piszę tylko wtedy jak mam konkretną myśl, czyli w danym momencie. Skutek jest taki, że nie powstaje ich dużo, więc nie robię tego też na zamówienie. Nie, czasu nie potrzeba wiele ani na napisanie, ani na namalowanie, ale na wykończenie i kosmetykę, owszem, tak, ale w obu przypadkach jest to ogromna przyjemność. Wszystko co w życiu tworzyłam zawsze było przyjemnością.
Pani Dyrektor biblioteki Anna Bielicka utrwalona na fotce przez Krysię Obara-Morawską
Padało ostro od rana i miałam obawy jak wypadnie frekwencja na spotkaniu w Otwockiej Bibliotece Powiatowej, które współorganizował Andrzej Malesa , właściciel wydawnictwa Czas na Debiut. Niepotrzebne zmartwienie, bo sala wypełniła się po brzegi. Było jak zwykle serdecznie i ciekawie, więc nie zauważyliśmy, że mijają kolejne godziny.
Dotarty do nas osoby z odległych miast, a nawet poetka mieszkająca na stałe w Norwegii, która chwilowo była w kraju.
Czytaliśmy swoje wiersze i poznawaliśmy się wzajemnie. Oprawę muzyczną zapewnili nam Alicja i Paweł Boguccy wykonując własne nastrojowe kompozycje. Na zakończenie, jak zawsze tutaj w eleganckim stylu, podziękowanie od Pani Dyrektor Ani Bielickiej
i od właściciela wydawnictwa Pana Andrzeja Malesy, który obdarował wszystkich tomikiem swoich wierszy pt. Ogród zmysłów. To przewodni temat twórczości tego poety. Delikatność, piękno, uczucia stanowią trzon niemal wszystkich wierszy.
Na koniec jeszcze chwila rozmowy przy kawie i dobrym serniku. Słodkościom trudno się oprzeć.
Spotkanie, jak każde, utrwaliłam z przyjemnością na zdjęciach, ale na wspólne muszę poczekać.