Han Kang Wegetarianka – zwykle tytuł sugeruje o czym będzie książka. Tutaj jest on chyba nieco mylący, ale nie ma to większego znaczenia, bo i tak nie pozostanie na długo w mojej pamięci. Kulturowo odbiega od naszych realiów. Nie odnajduję się w tamtej rzeczywistości. Trudne są dla mnie relacje międzyludzkie, problemy społeczne i w ogóle mentalność w takich krajach jak Korea, Japonia, Chiny. Czuję się jak w za ciasnej sukience. Dziwne też jest życie kobiety opisane w Wegetariance. Smutna książka, która mówi o przemocy, niezrozumieniu, poszukiwaniu rozwiązań i chyba zaburzeniach psychicznych.
Przeczytałam ją jednak zadziwiająco szybko, jak na ten rodzaj lektury, ale pozostawiła we mnie niezrozumiały niepokój. A może o to właśnie chodzi.
Pierwszy raz przeczytałam książkę tej autorki. Nie tylko dlatego, że tematyka dla mnie interesująca, ale również miejsce. Lublin, to moje korzenie. Prawie od urodzenia spędzałam tam letnie miesiące. Tam urodzili się moi dziadkowie i mama, ale na Majdanku byłam dopiero jako nastolatka. Mówiono mi o tym miejscu oszczędzając szczegółów.
Teraz jest tam cisza, którą rozsadza wyobraźnia. Czuje się tragedię, ale nikt nie jest w stanie wyobrazić sobie co przeżywali więźniowie. Książka Sylwii Kubik wpadła mi przypadkiem w ręce w bibliotece i natychmiast zabrałam ją do przeczytania. Smutna , jak wszystkie opowiadania i dokumenty o wojnie, ale każdy powinien tę historię znać. W książce przeplątają się obrazy życia w obozie i tego co dzieje się w tym czasie za jego ogrodzeniem, w lubelskich wioskach. Jak funkcjonowały rodziny, które rozłączyła wojna. Sąsiad donosił na sąsiada, krewni udzielali pomocy ze strachem, a nawet z niechęcią. A w obozie? Matka z małymi dziećmi w warunkach niewyobrażalnie tragicznych. Brak jedzenia, picia, insekty oblepiające i wgryzające się w ciało. Brak higieny powodował, że rany ropiały, odpadała skóra z włosami, a wszy wgryzały się nawet w rzęsy. Ogromna śmiertelność, stosy ciał zmarłych i półżywych. Razem. To był raj dla szczurów, które tam ucztowały. Pożerały zwłoki i rosły do rozmiarów dużego kota.
Panował straszny głód. Więźniowie dostawali resztki zepsutego jedzenia i śmierdzący napój zamiast herbaty czy czystej wody. To powodowało ciągłe biegunki, a korzystało się tylko z dołów, które zastępowały ubikacje. Ci słabsi często do nich wpadali i topili się w fekaliach. Autorka opisuje też ze szczegółami stan psychiczny ludzi w drodze do obozu, wzajemną pomoc, ale też i oschłość i wykorzystywanie tych, którym pomagano.
Nikt nikomu nie ufał. Strach przed Niemcami, Rosjanami i Ukraińcami. Ci ostatni byli nieprzewidywalni i wszystkiego można się było po nich spodziewać. Przesiedleni na polską ziemię wyobrażali sobie, że to kraj pełen obfitości i byli bardzo niezadowoleni, więc rekompensując rozczarowanie kradli i dewastowali wszystko.
Kiedyś robiłam notatki z książek, które mnie szczególnie zainteresowały, teraz robię fotki wybranych stron. Zawsze po takiej lekturze zostaje wielki smutek. Tę książkę powinno się przeczytać, a potem wybrać do obozu na Majdanku. Każdy powinien mieć świadomość okrucieństwa wojny, bo to się nigdy nie zmienia.
Majdanek opisuję na tym blogu w zakładce NIEZAPOMNIANE MIEJSCA (drugi wpis) LUBLINPOCZEKAJKA i BRACIA KAPUCYNIhttps://annakulesz.pl/felietony-2
Wystarczy jeden dzień mojej nieobecności na blogu, a roi się od setek rozmaitych spamowych komentarzy. Nie zawsze mam czas, żeby zrobić wpis, a jak go znajdę, to muszę poświęcić na usuwanie bzdur, tematycznie tak różnorodnych, że trudno uwierzyć. I tak zamiast napisać to co bym chciała, to ślęczę czasami godzinami, żeby oczyścić teren. Używam tutaj wyłącznie języka polskiego, a dostaję teksty we wszystkich chyba jakie istnieją. Oczywiście, że nie czytam, tylko likwiduję, ale dzisiaj nie ma zmiłowania. Atak, atak i atak, a w mowie dochodzi jeszcze agresja, zniecierpliwienie i brak empatii. Każdy widzi tylko swój czubek nosa. Przepycha się, wyrywa co się da i ciągnie dla siebie, dla siebie. A jak coś za darmo, to nie ma umiaru, jak by była wokół taka wielka bieda. I co ciekawe, kieszenie napychają wcale nie ci, którym jest ciężko. Fenomen! Im lepiej, tym gorzej. Ale raczej zakończę, bo jakiś dzień gorszy mam chyba, chociaż to przecież Święto Trzech Króli… a może nawet Sześciu, jak mniema jeden ze znanych polityków. Ale o takich wpadkach pisać nie będę, bo to temat rzeka i mogłoby być za wesoło. Dochowam też zasady, którą tu sobie narzuciłam. Żadnej polityki. Pst, więcej ani słowa. Może tylko jakiś obrazek by się przydał. Zaraz przejrzę czy coś się nadaje. O! może rozerwany Herod z Opowieści Wigilijnej Bartłomieja Wagnera. Tego jeszcze nie wstawiałam. Zaraz go odszukam…
No i jest. Tak kończą źli ludzie. Rozpadają się na kawałki, a z ich wnętrza wyłazi robactwo.
SNY MALOWANE czyli mój sposób na (do)życie
Strona wykorzystuje pliki cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Więcej informacji