NOWOCZESNY TEATR

Mile zaskoczył mnie po południu telefon od przyjaciół, którzy zaoferowali swoje bilety do teatru, bo sami nie mogli z nich skorzystać.

Nie miałam okazji być jeszcze na żadnej sztuce w Teatrze IMKA i samo wnętrze nie zrobiło na mnie wrażenia. Nie przepadam za taką nowoczesnością. Surowy wystrój i czerń dookoła nie tworzy atmosfery, którą lubię.

Sztuka Gombrowicza też w nowoczesnej formie. Krzyk, nagość, chaos, strzały i grzmoty… Akcja wartka, doskonała gra aktorów i Tomek Karolak w całej, no może w połowie swej okazałości robił na paniach duże wrażenie.
„Operetka”, bo taki jest tytuł sztuki w reżyserii Mikołaja Grabowskiego, zawiera ciekawy przekaz. Pokazuje jak bardzo z upływem czasu wszystko się zmienia i nie idzie w dobrym kierunku. Świat ogarnia pęd do czegoś, robi się zamęt, jedni chcą być lepsi od innych, zakładają maski chowając swoje prawdziwe twarze, swoje ułomności, bo dzisiaj liczy się tylko doskonałość i sukces. Jednocześnie wszystkim brakuje prawdy, poszukują normalności, której symbolem w sztuce jest nagość. Myśl o nagości przewija się przez cały czas trwania akcji i jest też uwieńczeniem spektaklu.
Smaku całej sztuce dodaje muzyka Tomasza Kisewettera wykonywana na żywo. Z ogromną przyjemnością jej słuchałam.

I tak minął piątek, który zaczynałam intensywnymi domowymi pracami, a który zakończył się niespodziewanie miłym wieczorem.

 

ZAPOMNIANE WIELKIE ZWYCIĘSTWO

Dzisiaj mija pięćset lat od wydarzenia w którym książę Konstanty Ostrogski, odniósł pod Orszą ogromne zwycięstwo nad trzykrotnie liczniejszymi wojskami moskiewskimi. Na wieść o wiktorii wojsk polsko-litewskich, cesarz Maksymilian musiał zaprzestać tworzenia koalicji mającej rozebrać Rzeczpospolitą.

W Muzeum Narodowym znajduje się obraz namalowany na drewnie, upamiętniający tę bardzo ważną dla nas bitwę.

Może znajdę jutro wolną godzinkę , żeby tam wejść i podumać chwilę nad zwycięstwem sprzed pięciuset lat, utrwalonym farbami. Obraz jest wyjątkowy, bo nie pokazuje fragmentu, ale  kolejno, wszystkie etapy bitwy.  Oglądać go trzeba pasami w poziomie.

PRZEMIJANIE

Tuż przed północą usłyszałam wiadomość o śmierci lubianej przez wszystkich aktorki, Anny Przybylskiej. Już w nocy emitowano wspomnienia o niej, przeplatane rozmowami z osobami ze świata kultury.
Cieszyła się dużą sympatią, ale nie sądziłam, że jej śmierć wyzwoli tak spontaniczną i ogromną reakcję na forach i że tak dużo uwagi poświęcą jej media.

Choroba często kieruje ludzi w kierunku religii. I w tym przypadku tak się zdarzyło. Aktorka powiedziała o tym w jednym z wywiadów, w sposób nadzwyczaj normalny:
„Wyspowiadałam się pierwszy raz od 13 lat. Teraz znowu kumpluję się z Panem Bogiem, chodzimy co niedziela na kawę. Bardzo dobrze mi z tą przyjaźnią, lecz nie narzucam nikomu mojej wiary, nie manifestuję jej i nie zmuszam innych, aby razem ze mną na tę niedzielną kawę chodzili. Ale uwierz mi, że po tych spotkaniach jest mi naprawdę o wiele lżej. I myślę, że dostałam swoją lekcję od Niego w jakimś celu. Po coś…”

Każda śmierć wywołuje w nas refleksje o przemijaniu, ale wielu się broni przed takimi myślami, bo budzą niepokój, obawy, jak jest TAM, w tej bezprzestrzeni, w tym bezczasie, PO TAMTEJ STRONIE? Czy coś jest, czy nic nie ma?

Tak wiele dokonano w każdej dziedzinie, zdobywamy kosmos, odnajdujemy ślady życia sprzed tysięcy lat, a na to jedno pytanie nikt do tej pory nie odpowiedział. Nikt tej TAJEMNICY nie odkrył, dlatego nie zagłębiam się w te wszystkie paradoksy, dziwne teorie i rozważania, tylko niezmiennie chodzę na taką „niedzielną kawę”, jak określiła to Ania Przybylska, po której wszelkie sprawy i problemy same się rozwiązują. Bo jak powiedział św. Augustyn „Gdzie Bóg jest na pierwszym miejscu, tam wszystko jest na swoim miejscu”.

SNY MALOWANE czyli mój sposób na (do)życie