Wszystkie wpisy, których autorem jest Anna Kulesz

LANY PONIEDZIAŁEK

Piękny słoneczny dzień. Niebieskie niebo bez jednej chmurki, a zimno jak pod koniec zimy. W dzieciństwie i młodości ten dzień był tak ciepły, że chodziłam tylko w sukience i podkolanówkach, czy skarpetkach. Tak, taka była moda. Teraz podkolanówki noszą chyba tylko babcie pod spodnie albo długie spódnice. Tradycja oblewania wiadrem wody też zanika i z tego jestem bardzo zadowolona, ale w dalszym ciągu, unikam wychodzenia z domu w drugi dzień świąt. Zabawę ma zwykle tylko oblewający, ale los bywa czasami przewrotny.

PRZEDŚWIĄTECZNE ZAKUPY

Nie robię wielkich zakupów na święta, ale generalnie sprawia mi to zawsze przyjemność. Zwykle kupuję na bazarze, bo mam blisko,bo produkty świeże, bo można wybierać, a klimat targowiska pomaga mi na chwilę oderwać się od smutnych obecnie  myśli. Tam jest kolorowo różnorodnie, pomijam, że bardzo tłocznie i w każdym miejscu inaczej.

Ryby obok butów, jajka między kwiatami, kapusta kwaszona w beczkach…

warzywa prosto z ziemi i myte, mleko wiejskie w butelkach po napojach gazowanych. Nigdy go nie kupuję, bo nie wiadomo skąd te butelki :-(, no i mnóstwo innych rarytasów jakich w marketach nie ma. Robię tu zakupy od trzydziestu lat. Sprzedający się zmieniają, przybywają nowi z dalszych okolic, z pieczywem, przeróżnymi miodami, ziołami w doniczkach  i niespotykanymi rodzajami serów.

A wszystko w otoczeniu kwiatów. Najbardziej chodliwy towar przed świętami to tulipany. Za 25 sztuk płaciło się 35 zł

Oprócz tulipanów dominują teraz prymule i stokrotki

Tylko w tym roku było niewiele ozdóbek świątecznych. Miałam wrażenie, że to zeszłoroczne pozostałości. Nic dziwnego, sytuacja taka, ze nawet nie ma się ochoty świętować.

Wiosna też widoczna jest na razie najbardziej w skrzynkach

Przed laty chodziło się jeszcze tutaj po kocich łbach i nie było zadaszenia, a mięso leżało po prostu na stołach na wolnym powietrzu. Wieprzowe, wołowe, cielęce mostki i gicze, ale nie zawsze do końca rozebrane.  Nogi cielęce przychodziły do domu same, bo przywoziła je, w mocno sfatygowanej plastikowej torbie, pani na rowerze i wolała przed furtką „chce pani dzisiaj nogi?” Zawinięte w „Życie Warszawy”, albo lepszy gatunkowo „Film” czy „Ekran”, wędrowały do „lodówki”, której funkcję,  przez jakiś czas, pełnił chłodniejszy zakamarek domu. To były czasy. Moje pokolenie ma chyba najwięcej takich wspomnień. Czasy powojenne, wszystko się szybko zmieniało, odbudowywało, a czasy PRL dostarczały dodatkowo wyjątkowych atrakcji i emocji.

OSTATNIA PRÓBA

Ostatnia próba zespołu SCENA 50+, ale  nie, że tak całkiem ostatnia…  tylko ostatnia przed świętami, bo ja zawsze dzielę życie na etapy, żeby szybko osiągać to co postanawiam, a potem rozpoczynać kolejne sprawy i znowu dążyć do ich finalizacji.

Jednak tym razem trudno planować, bo przyszłość widzę mglistą, a w zasadzie jej nie widzę.

Zakładając jednak, że nasze życie nie zakończy się niebawem,  bo Rosja, mimo zapowiedzi nie użyje broni masowego rażenia, to tuż po świętach spotkamy się znowu na próbie w pełnym składzie  zespołu SCENA 50+ i będzie to dla mnie właśnie ten kolejny nowy etap.

fot. Anna Kulesz

Mimo tragicznych zdarzeń na wschodzie i fatalnego nastroju z tym związanego, powinniśmy żyć normalnie  na ile się da i jak długo się da. Dlatego próby się odbywają.

fot. Anna Kulesz

Jako zespół dodatkowo jesteśmy zobowiązani terminem  z  jednym z warszawskich domów kultury, na występ. „Kawiarniana atmosferka” , to nasze  autorskie widowisko o kabaretowym zabarwieniu. Wszystkie teksty i muzykę stworzyliśmy sami, a jego lekkość i humor sprawia, że widownia odpoczywa i bawi się dobrze razem z nami.

Spektakl kończymy energetyczną cygańską piosenką, która odrywa, choć na chwilę, od smutnej rzeczywistości, ale zdjęć z tego momentu nie mam bo fotografujących też porywa szaleństwo zabawy.