1 MARCA – DZIEŃ PAMIĘCI ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH

 

„Tu jest Służewiec, to są polskie Termopile”

Przechodniu! Odkryj głowę! Wstrzymaj krok na chwilę!
Tu każda grudka ziemi krwią męczeńską broczy,
Tu jest Służewiec, to są polskie Termopile,
Tu leżą ci, co chcieli bój do końca stoczyć.

Nie odprowadzał nas tutaj kondukt pogrzebowy,
Nikt nie miał honorowej salwy ani wieńca.
W mokotowskim więzieniu krótki strzał w tył głowy,
A potem mały kucyk wiózł nas do Służewca.

Nie szedł tutaj za nami żaden ksiądz z modłami,
Nie żegnała nas marszem żałobna kapela.
I tylko gwiazdy mówią nam, że Bóg jest z nami
I wiatr nam szumi: Jeszcze Polska nie zginęła!

Z Jej imieniem na ustach zwyciężyć lub zginąć
Szliśmy w oddziałach Wilka i murach Starówki,
Pod Narwik, pod Tobruk, pod Monte Cassino,
By w tym piasku kres znaleźć żołnierskiej wędrówki.

Nikt na naszym pogrzebie nie wygłaszał mowy,
Nikt nam nad grobem zasług naszych nie wspominał.
W korytarzu więziennym był sąd kapturowy,
A wyrok odczytali siepacze Stalina.

Nikt nam imion nie wyrył na płytach z marmuru
Pozostały po nas tylko na ścianach napisy
W celach, które patrzyły na nasze tortury
I wspomnienia wyryte w sercach towarzyszy.

I pozostał po nas w murach mokotowskiej kaźni
Duch, który krzepić będzie serca naszych braci
I da im siłę – śmierci w twarz spojrzeć odważnie,
Bo za wolność i życiem nie szkoda zapłacić.

Niech żyje wolna Polska! takeśmy wołali,
Gdy nas wyprowadzano ostatni raz z celi.
Obyście tej wolności, bracia, doczekali,
Której już nam nie będzie dane z wami dzielić.

Ale gdy tylko prysną niewoli kajdany,
Kiedy się skończy pasmo stalinowskich zbrodni,
Przyjdźcie tu do nas, towarzysze z Mokotowa,
I krzyknijcie nam: „Bracia, już jesteśmy wolni!”.

(Wiersz Tadeusza Porayskiego, więźnia Mokotowa)

COŚ DLA ŁASUCHÓW

Słodycze to chyba moja największa słabość, a może nawet jedyna.
Mężczyzn gubią kobiety, mnie gubią słodkości.

Zawsze tak jest, kiedy się oprzeć czemuś nie potrafimy. Żadne postanowienia, nakazy, ostrzeżenia nie liczą się jak poczuję zapach czekolady, albo gorących pączków od Pawłowicza przy Chmielnej, których aromat wyczuwam już na Nowym Świecie.

Pamiętam dawne czasy, kiedy byłam z taką półprywatną wizytą w Zakładach Wedla. Dział Kontroli Jakości i zastawione stoły laboratoryjne tacami na których wznosiły się, ułożone w piramidkę, wyroby czekoladowe w pełnym asortymencie, prosto z taśmy produkcyjnej, oczekujące na badania . Mogłam częstować się nimi do woli rozkoszując ich świeżością, ale właśnie… choć ślinianki pracowały na najwyższych obrotach napędzane bodźcami wzrokowymi i zapachowymi, no to właśnie – nie mogłam.

Spróbowałam może ze dwie, no, trzy sztuki i koniec. I zrozumiałam wtedy Ewę, która miała przesyt najdoskonalszych owoców, a sięgnęła po zwykłe jabłko, którego smaku jeszcze nie poznała i którego zerwania jej zakazano.

Taką mamy przekorną naturę, że jak można, to nie chcemy, więc postanowiłam to wykorzystać. Wpadłam na pomysł, żeby sobie słodyczy nie odmawiać, a zachęcać się gorąco do zjedzenia jak największej ilości. Czy odniesie to oczekiwany skutek?
O efektach napiszę za kilka miesięcy, a na razie zabieram się za pieczenie biszkoptu na tort , bo stało się tradycją, że robię domowe torty na imieninowe i jubileuszowe spotkania w rodzinie.

na bl IMG_0004

na bl IMG_0005

Biszkopt udaje się zawsze. Trzeba ubić białka na sztywno dodając stopniowo cukier, a potem delikatnie wymieszać z żółtkami i mąką. Dobrze, że nie uciera się żółtek z cukrem, bo musiałabym chyba zakładać sobie na usta klamerkę do bielizny.
Po upieczeniu i ostygnięciu , a najlepiej na drugi dzień, kroję ciasto na krążki, nasączam ponczem (jak dla dzieci, to bez alkoholu) i nakładam wcześniej przygotowany krem. Przepisów jest w sieci niezliczona ilość, więc nie podaję, bo będzie jak z tą moją czekoladą u Wedla. Na sam widok czytający przerzuci stronę.

bl IMG_0007

I na koniec zaczyna to co najbardziej lubię, czyli dekorowanie. Robię różyczki z suszonych moreli i listki z marcepana, albo nakładam galaretkę i owoce.

IMG_0003 bl

Czasami rozpuszczam czekoladę i robię z niej wzorki na papierze, które potem przekładam na tort, a nawet dekoruję żywymi kwiatami, czy gotowymi elementami, co nie wymaga w ogóle żadnej pracy ani pomysłowości.

tort dla R bl023 bl

Najtrudniejsze jest dla mnie obsypanie boków tortu , bo przechylać go za bardzo nie można, żeby się nie zsunął, więc manewruję rękami, łopatkami i czym się da, żeby cokolwiek do niego przylgnęło.

tort dla K bl

I tak łączę krzątanie się w kuchni – czego nie lubię, z  zaspokajaniem pasji artystycznych – co bardzo lubię.

ROZPLĄTYWACZKA CIENI

IMG_0001z autorką przed rozpoczęciem wieczoru                     fot. Martyna Kopecka

Rozplątywaczka Cieni – Iwona Świerkula i jej niebanalny Wieczór Autorski w MOK Józefów.

IMG_0008

To było wyjątkowe spotkanie, dopracowane w szczegółach i świetnie przygotowane. Doskonałym pomysłem było czytanie wierszy przez kilka osób na tle filmowych migawek na dużym ekranie z pojawiającymi się na nim wersami. Muzyka i obrazy dostosowane do nastroju i treści wierszy, z krótkimi przerywnikami z życia autorki, pozwalały w pełni przeżywać ich treść.
Poetkę wspierała rodzina biorąc udział w programie wieczoru jak i przygotowaniach do niego. Niewątpliwie, taka duża serdeczność ze strony najbliższych, dodaje skrzydeł artyście. Wiersze Iwony , choć budowane w nowoczesnej formie, to jednak pozostają pełne wyrazu i głębokich myśli.

IMG_0026
No i tango… Rewelacja. Autorka zatańczyła na scenie ze swoim mężem. Wpatrzeni w siebie oczarowali publiczność. Był to bardzo udany wieczór.

SNY MALOWANE czyli mój sposób na (do)życie